24 czerwca 1943 r. niemiecki oddzia┼é SS dokona┼é mordu na rodzinie Horody┼äskich i go┼Ťciach wesela

┬ęFundacja "KEDYW"

 

Para m┼éodych i go┼Ťcie na schodach dworu, kilka godzin przed mordem (fot. Fundacja KEDYW)

W nocy z 24 na 25 czerwca 1943 r. niemiecki oddzia┼é Waffen SS wywodz─ůcy si─Ö z brygady kata Warszawy Oskara Dirlewangera, dowodzony przez SS-Sturmbannf├╝hrera Ewalda Ehlersa dokona┼é brutalnego mordu na Rodzinie Horody┼äskich w Zbydniowie ko┼éo Stalowej Woli. Mord zleci┼é okupacyjny zarz─ůdca maj─ůtku Lubomirskich z pobliskich Charzewic – Martin Fuldner. W mordzie zgin─Ö┼éo 19 os├│b z rodziny oraz go┼Ťci, kt├│rzy w tym czasie ┼Ťwi─Ötowali ┼Ťlub m┼éodej kuzynki Horody┼äskich.

Martin Fuldner, kt├│ry w├│wczas zarz─ůdza┼é maj─ůtkiem Lubomirskich w Charzewicach (dzisiejszej dzielnicy Stalowej Woli) by┼é emerytowanym kapitanem niemieckiej Schutzstaffel (SS). Fuldner bywa┼é w Zbydniowie w go┼Ťcinie u Horody┼äskich i jako amatorowi staroci┬ábardzo spodoba┼é si─Ö serwis porcelanowy, kt├│rego Horody┼äscy nie chcieli mu sprzeda─ç. Tak┼╝e sam maj─ůtek Zbydni├│w prowadzony by┼é przez Horody┼äskich na wysokim poziomie, przynosi┼é dochody i Fuldner pragn─ů┼é przy┼é─ůczy─ç go do administrowanych przez siebie teren├│w.

W czerwcu 1943 r. w okolicach Zbydniowa przebywa┼é oddzia┼é Waffen SS, kt├│ry zosta┼é wys┼éany na pacyfikacj─Ö pobliskich wsi. Oddzia┼é ten dowodzony by┼é przez koleg─Ö Fuldnera Ewalda Ehlersa. Z tej okazji Fuldner postanowi┼é wykorzysta─ç obecno┼Ť─ç oddzia┼éu swojego kolegi by przeprowadzi─ç likwidacj─Ö rodziny Horody┼äskich. Celem brutalnej akcji mia┼éo by─ç przej─Öcie maj─ůtku Horody┼äskich i upragnionych przez Fuldnera antyk├│w.

Fuldner wykorzysta┼é kole┼╝e┼äskie kontakty by zatai─ç prawdziwe swoje intencje i by unikn─ů─ç problem├│w u swoich zwierzchnik├│w. Wkr├│tce jednak, wywiad AK i tak doszed┼é sedna sprawy i za mord na Horody┼äskich S─ůd Pa┼ästwa Podziemnego wyda┼é na Martina Fuldnera wyrok ┼Ťmierci. Kilka miesi─Öcy p├│┼║niej Fuldner zosta┼é zlikwidowany przez AK w dworku maj─ůtku rodziny Lubomirskich w Charzewicach.


O likwidacji Martina Fuldnera przez AK tutaj >>>


Przeżyli piekło

Andrzej Horody┼äski ps. „Po┼╝oga” (fot. T. Horody┼äska)

W mordzie na weselu u Horody┼äskich uda┼éo si─Ö uratowa─ç dw├│m osobom – braciom Andrzejowi I Zbigniewowi Horody┼äskim, kt├│rych matka ukry┼éa na strychu dworu gdy zjawili si─Ö Niemcy. Tak wspomina┼é ten dzie┼ä Andrzej Horody┼äski:

ÔÇ×24 czerwca 1943 r. w dzie┼ä Bo┼╝ego Cia┼éa odby┼é si─Ö w kaplicy przydworskiej ┼Ťlub naszej 17-letniej kuzynki Teresy Wa┼äkowicz├│wny z Iwonem Mierzejewskim, koleg─ů naszego brata Zbigniewa z gimnazjum jezuit├│w w Wilnie. ┼╗adnych go┼Ťci ani wi─Ökszego przyj─Öcia nie by┼éo. Po po┼éudniu m┼éoda para wyjecha┼éa w podr├│┼╝ po┼Ťlubn─ů, jak przysta┼éo na wojenny czas podr├│┼╝ niedalek─ů, do po┼éo┼╝onego o 15 km Sandomierza.ÔÇŁ Sakramentu ma┼é┼╝e┼ästwa udzieli┼é m┼éodym proboszcz zalesza┼äskiej parafii, ks. Jakub Przyby┼éowicz.

Podczas posi┼éku niemieckie auto wjecha┼éo do parku, objecha┼éo gazon i znikn─Ö┼éo. Incydent ten by┼é zwiastunem zbli┼╝aj─ůcego si─Ö nieszcz─Ö┼Ťcia. Wtedy „Inio” wsta┼é i wzni├│s┼é toast: ÔÇ×Siedzimy przy stole i wyobra┼╝amy mo┼╝e, ┼╝e dzisiejsze wesele, to ÔÇô bodaj chwilowa ÔÇô nasza rzeczywisto┼Ť─ç. Musimy sobie zda─ç spraw─Ö, ┼╝e tak nie jest. Rzeczywisto┼Ť─ç ukaza┼éa si─Ö nam ÔÇô przez sekund─Ö ÔÇô za oknem. Nie wolno nam o niej zapomina─ç.ÔÇŁ

Zbigniew mia┼é racj─Ö. O p├│┼énocy rozp─Öta┼éo si─Ö piek┼éo. Relacj─Ö Zbigniewa „Inio” z nast─Öpnych godzin i dni spisa┼é jego przyjaciel Jacek Wo┼║niakowski. Poni┼╝ej przytaczamy jej obszerny fragment, gdy┼╝ wspomnienia Zbigniewa najlepiej oddaj─ů tragizm tamtych wydarze┼ä:

ÔÇ×24 czerwca zjechali si─Ö do Zbydniowa go┼Ťcie na ┼Ťlub kuzynki naszej Teresy Wankowicz├│wny z Iwonem Mierzejewskim. By┼éo nas razem 18 os├│b. A wi─Öc moi rodzice, Andrzej, Haneczka i ja, wujostwo Wa┼äkowiczowie z Teres─ů, pani Mierzejewska z synem Iwonem, pani Herubowiczowa z synem z pierwszego ma┼é┼╝e┼ästwa Czes┼éawem Je┼Ťmianem, siostra mojego ojca Maria Kowerska, kt├│rej m─ů┼╝ Stanis┼éaw Kowerski z Zamo┼Ťcia zgin─ů┼é w O┼Ťwi─Öcimiu, ciotka Krystyna Giecewiczowa z 12-letnim synkiem, Lolusiem, Halszka Meysztowicz├│wna oraz s─ůsiedzi pp. Erazm Mieszcza┼äski i Jan Soko┼éowski.

Zbigniew Horody┼äski ps. „Inio”, „Fredro” (fot. T. Horody┼äska)

┼Ülub odby┼é si─Ö rano w kaplicy ko┼éo dworu. W czasie ┼Ťniadania,┬á w smutnym nastroju, kt├│ry z niewyt┼éumaczonych powod├│w wszystkim si─Ö udzieli┼é, pili┼Ťmy zdrowie pa┼ästwa m┼éodych. Wznios┼éem toast ÔÇ×Kochajmy si─ÖÔÇŁ. Dobre wino ÔÇô wyci─ůgni─Öte na t─Ö okazj─Ö – zrobi┼éo swoje. Humory poprawi┼éy si─Ö. Nagle przed domem zjawi┼é si─Ö samoch├│d terenowy SS z wmontowanym karabinem maszynowym, z kt├│rego ┼╝o┼énierz niemiecki puszcza┼é w powietrze kr├│tkie serie. Zaniepokojeni t─ů niezwyk┼é─ů wizyt─ů wybiegli┼Ťmy na ganek. Ojciec zapyta┼é oficera siedz─ůcego w samochodzie o pow├│d strzelaniny. Niemiec odpowiedzia┼é ┼Ťmiej─ůc si─Ö, ┼╝e pokazuje maszynowy karabin szybkostrzelny ze specjaln─ů amunicj─ů. Kr├│tk─ů chwil─Ö rozmawia┼é z ojcem, po czym samoch├│d objecha┼é gazon i zn├│w pad┼éo kilka strza┼é├│w. Jak si─Ö p├│┼║niej okaza┼éo, by┼éo to specjalne SS Jagdkommando, wys┼éane na pacyfikacje okolic nad Sanem. Incydent ten zwi─Ökszy┼é nasz poprzedni nastr├│j niepokoju. Zastanawiali┼Ťmy si─Ö, co mia┼éa na celu ta wizyta Niemc├│w. Mog┼éo j─ů spowodowa─ç liczne zgromadzenie. Mo┼╝e Niemcy, kt├│rzy zawsze niech─Ötnie patrzyli na skupiaj─ůcych si─Ö Polak├│w, chcieli przy okazji sprawdzi─ç liczb─Ö os├│b, ojciec bowiem dla unikni─Öcia mo┼╝liwych nieprzyjemno┼Ťci, uprzedzi┼é miejscowego Landrata o maj─ůcym si─Ö odby─ç ┼Ťlubie, a nawet poda┼é liczb─Ö spodziewanych go┼Ťci.

M┼éoda para od lewej z go┼Ťcmi przed dworem, w tle przydworska kapliczka gdzie odby┼é si─Ö ┼Ťlub, 24 czerwca 1943 r. (fot. Fundacja KEDYW)

Po ┼Ťniadaniu udali┼Ťmy si─Ö na g├│r─Ö, na kaw─Ö, po czym pa┼ästwo m┼éodzi poszli do swoich pokoj├│w, by przygotowywa─ç si─Ö do wyjazdu do Sandomierza, naznaczonego na pi─ůt─ů po po┼éudniu. Pp. Soko┼éowski i Mieszcza┼äski powr├│cili do niedalekich Gorzyc, a my zasiedli┼Ťmy do bryd┼╝a. Nadszed┼é wiecz├│r. O zmierzchu zjawi┼éo si─Ö dw├│ch jegomo┼Ťci├│w. Zastukali do okna i zawo┼éali,
┼╝e chc─ů m├│wi─ç z w┼éa┼Ťcicielem. Ciotka moja Kowerska, otworzy┼éa okno:

– Czy s─ů tu blisko Niemcy i ilu ich jest? Jeste┼Ťmy z lasu.

– Niemc├│w tu nie ma, ale stacjonuj─ů niedaleko. Radz─Ö nie kr─Öci─ç si─Ö. Byli tu dzi┼Ť i strzelali przed domem.

– Jak s─ů uzbrojeni? Chcemy zrobi─ç na nich napad.

– Wszyscy wiedz─ů, ┼╝e s─ů uzbrojeni dobrze. Nie chc─Ö mie─ç do czynienia z takimi sprawami! Prosz─Ö si─Ö wynosi─ç.

Poszeptali co┼Ť mi─Ödzy sob─ů i poszli. Zjawienie si─Ö owych dw├│ch nieznajomych oraz fakt, ┼╝e jeden z nich m├│wi┼é po polsku, w po┼é─ůczeniu z popo┼éudniow─ů wizyt─ů esesman├│w zaniepokoi┼éo nas i da┼éo nam du┼╝o do my┼Ťlenia. Mogli by─ç nas┼éani przez Niemc├│w. Zaraz po wyje┼║dzie pa┼ästwa m┼éodych rozeszli┼Ťmy si─Ö po pokojach, pe┼éni wewn─Ötrznego niepokoju. Wyczuwali┼Ťmy zbli┼╝anie si─Ö niebezpiecze┼ästwa, obawiali┼Ťmy si─Ö prowokacji. Groza wisia┼éa w powietrzu.

Ko┼éo dziesi─ůtej wiecz├│r w domu zapanowa┼éa cisza. Poza Andrzejem i mn─ů wszyscy byli w ┼é├│┼╝kach. Nagle kto┼Ť zapuka┼é do drzwi. Nie otworzyli┼Ťmy, tylko stan─Öli┼Ťmy z ojcem w oknie. Zacz─Ö┼éa si─Ö rozmowa podobna do poprzedniej. Teraz jednak nieznajomi przybrali ton agresywny i pe┼éen pogr├│┼╝ek. Byli┼Ťmy pewni, ┼╝e co┼Ť si─Ö gotuje. Andrzej i ja wiedzeni instynktem, nie po┼éo┼╝yli┼Ťmy si─Ö spa─ç. Byli┼Ťmy ubrani. Milczeli┼Ťmy, ale czuli┼Ťmy, ┼╝e stanie si─Ö co┼Ť strasznego. Czekali┼Ťmy nied┼éugo. W niespe┼éna godzin─Ö kto┼Ť zacz─ů┼é z ca┼éych si┼é wali─ç do drzwi. Ciotka Kowerska otworzy┼éa drzwi. Na progu stali esesmani. Krzyczeli:

– Jeste┼Ťcie wszyscy aresztowani za wsp├│┼éprac─Ö z bandytami, wszystkim wam nale┼╝y si─Ö ┼Ťmier─ç!

– Na ┼Ťmier─ç jestem zawsze przygotowana ÔÇô odpowiedzia┼éa ciotka.

Rozległ się strzał, ciotka upadła na progu domu. Trudno mi opisać, co się działo później. Słyszałem krzyki i strzały: serie z pistoletów maszynowych, z karabinu maszynowego, a potem pojedyncze strzały.

Je┼Ťmian uciek┼é na dach przez g├│rny taras. Le┼╝a┼é nieruchomo na szczycie. Zestrzelono go z karabinu maszynowego.

Andrzej i ja wyskoczyli┼Ťmy z naszego pokoju. Na korytarzu zatrzyma┼éa nas matka.

– Chowajcie si─Ö ÔÇô szepn─Ö┼éa i popchn─Ö┼éa nas na stryszek ukryty w ko┼äcu du┼╝ego strychu.

Na tym stryszku przechowywane by┼éy futra, srebro i r├│┼╝ne warto┼Ťciowe rzeczy. Potem poma┼éu zamkn─Ö┼éa za nami drzwi. Przesz┼éa zaledwie kilka krok├│w; zosta┼éa zabita kilkunastoma kulami. Liczb─Ö kul mog┼éem sprawdzi─ç w cztery dni p├│┼║niej, gdy┼╝ szlafrok le┼╝a┼é na tym samym miejscu, gdzie matka upad┼éa.

Andrzej i ja z wielkim wysi┼ékiem oderwali┼Ťmy trzy deski z pod┼éogi i wsun─Öli┼Ťmy si─Ö mi─Ödzy pod┼éog─Ö strychu a powa┼é─Ö. Potem ostro┼╝nie zasun─Öli┼Ťmy deski za sob─ů, przytulili┼Ťmy si─Ö do siebie, le┼╝─ůc mi─Ödzy legarami, do kt├│rych deski by┼éy przybite. Tak trwali┼Ťmy bez ruchu, nie oddychaj─ůc zamienieni w s┼éuch. S┼éyszeli┼Ťmy krzyki, strza┼éy, padanie cia┼é. Z tego, sk─ůd krzyki dochodzi┼éy, zrozumia┼éem, ┼╝e Halszk─Ö Meysztowicz├│wn─Ö zastrzelono na schodach, wuja Stanis┼éawa Wa┼äkowicza ÔÇô w ┼é├│┼╝ku, ciotk─Ö Aleksandr─Ö Wa┼äkowiczow─ů raniono, s┼éyszeli┼Ťmy jej g┼éos, gdy wo┼éa┼éa, ┼╝e jest ranna, po czym nast─ůpi┼éy strza┼éy i zaleg┼éa cisza. W pokoju sypialnym zastrzelono Krystyn─Ö Giecewiczow─ů i jej 12-letniego synka Lolusia.

Nie wiem ile czasu min─Ö┼éo, gdy raptem us┼éysza┼éem kroki dw├│ch ludzi chodz─ůcych po strychu ÔÇô stan─Öli nad nasz─ů kryj├│wk─ů. Zacz─Öli przewraca─ç rzeczy schowane na strychu.

Postali i zeszli na d├│┼é. Po chwili z do┼éu, z hallu posypa┼éa si─Ö seria strza┼é├│w w kierunku naszej kryj├│wki. Jedna kula lekko drasn─Ö┼éa mnie w rami─Ö, inne zahaczy┼éy tylko o moje ubranie, przestrzeliwuj─ůc r─Ökaw ko┼éo ┼éokcia. Andrzej nie by┼é ranny. Teraz zn├│w zaleg┼éa cisza.

Wkr├│tce jednak po raz drugi odzywaj─ů si─Ö kroki na strychu. Jedne s─ů g┼éo┼Ťne, drugie ciche skradaj─ůce si─Ö. Wstrzymuj─ůc oddech, nas┼éuchujemy. Ci─Ö┼╝kie kroki schodz─ů na d├│┼é, widocznie drugi Niemiec zosta┼é na czatach. Zapewne podejrzewali, ┼╝e kto┼Ť skry┼é si─Ö na strychu i przypuszczali, ┼╝e po seriach z pistoletu maszynowego jest ranny i b─Ödzie j─Öcza┼é. P├│┼║niej zrozumia┼éem przypominaj─ůc sobie urywki rozm├│w mi─Ödzy Niemcami, w jakim kierunku sz┼éy ich podejrzenia: liczba ┼é├│┼╝ek zas┼éanych na noc nie zgadza┼éa si─Ö z liczb─ů zabitych, brak┼éo dw├│ch ludzi. Niemcy chcieli dosta─ç ich w swe r─Öce, gdy┼╝ oni byli ┼Ťwiadkami masowego mordu.

Godziny mija┼éy. Nasta┼é ranek, le┼╝eli┼Ťmy bez ruchu w naszej klatce. Jest ciasno, dr─Ötwiej─ů r─Öce i nogi, jeste┼Ťmy niezdolni do my┼Ťlenia. Zwierz─Öcy instynkt ka┼╝e nam czeka─ç. Mo┼╝e nas nie znajd─ů, mo┼╝e odjad─ů.

Na dole pod nami ruch nieustanny, warkot motor├│w samochodowych.
W jadalnym pokoju odbywa si─Ö libacja, g┼éo┼Ťne rozmowy, okrzyki i ┼Ťmiechy. Potem wszystko ucicha. Nastaje noc. Druga noc w zbydniowskim grobie.

Dokucza nam g┼é├│d i pragnienie. Musimy zmieni─ç pozycj─Ö. Zaczynam poma┼éu zbiera─ç my┼Ťli i przygotowywa─ç plan: gdy wszystko uspokoi si─Ö, wyjdziemy z naszej kryj├│wki.

Po d┼éugich godzinach cierpliwego czekania, zacz─ů┼éem czo┼éga─ç si─Ö pod deskami. Odchyli┼éem desk─Ö jedn─ů, potem drug─ů, wysun─ů┼éem g┼éow─Ö. Przez w─ůsk─ů szpar─Ö stara┼éem si─Ö wydosta─ç z naszej kryj├│wki. Gdy ju┼╝ by┼éem prawie ca┼éy na zewn─ůtrz, zajecha┼é przed dom samoch├│d.

B┼éyskawicznie ukry┼éem si─Ö, zasun─ů┼éem deski i po┼éo┼╝y┼éem si─Ö bez ruchu ko┼éo Andrzeja. Serca wal─ů nam jak m┼éoty. Na dole trzaskanie drzwiami, gwar g┼éos├│w, zapewne powr├│cili sp├│┼║nieni ┼╝o┼énierze. Poma┼éu zapada cisza, ale my obaj czuwamy.

Przypominam sobie, ┼╝e mam papierosy i o dziwo – zapa┼éki. Zapali─ç koniecznie! Ch─Ö─ç palenia jest mocniejsza ni┼╝ strach. Zaci─ůgam si─Ö i podaj─Ö papierosa Andrzejowi. Czujemy si─Ö teraz silniejsi. Mo┼╝e uda nam si─Ö wyj┼Ť─ç z tej matni? Rozmawiamy szeptem. Dodaj─ůc Andrzejowi otuchy, t┼éumacz─Ö mu, ┼╝e musimy mie─ç si┼é─Ö i sprawno┼Ť─ç, by wyczo┼éga─ç si─Ö z naszej kryj├│wki, wydosta─ç si─Ö z domu. Uk┼éadam plan ucieczki i staram si─Ö zabi─ç w sobie z┼ée my┼Ťli kt├│re mnie n─Ökaj─ů: je┼╝eli wyjdziemy z ukrycia Niemcy pochwyc─ů nas; je┼╝eli b─Ödziemy d┼éu┼╝ej tu le┼╝e─ç ÔÇô umrzemy z g┼éodu i pragnienia.

Znowu mija dzie┼ä, nadchodzi trzecia noc. Jeste┼Ťmy coraz s┼éabsi, n─Öka nas pragnienie, g┼é├│d skr─Öca kiszki, cia┼éo cierpnie bo pozycja, kt├│rej nie mo┼╝emy zmieni─ç, staje si─Ö m─Öczarni─ů. Postanawiamy wykona─ç drobne ruchy i to absorbuje nasz─ů my┼Ťl. Pod nami na dole, Niemcy chodz─ů, przyje┼╝d┼╝aj─ů, wyje┼╝d┼╝aj─ů. W pewnej chwili wydaje si─Ö nam, ┼╝e jest wi─Öcej ludzi, biegaj─ů po ca┼éym domu, w┼éa┼Ťnie palimy papierosa, zaci─ůgamy si─Ö, gdy nagle s┼éyszymy kroki na┬ástrychu, tu┼╝ obok naszej kryj├│wki. Zamar┼éem z przera┼╝enia. Czy Niemiec poczu┼é zapach dymu? Niemiec odchodzi┬á wolnym krokiem. ┼Ümier─ç przesz┼éa tu┼╝ obok nas.

Trzeci dzie┼ä ju┼╝ si─Ö ko┼äczy. Nie spali┼Ťmy i nie jedli┼Ťmy ju┼╝ trzy dni i trzy noce. Usta wysuszy┼éo nam pragnienie. A jednak zmuszam siebie i Andrzeja do ─çwicze┼ä: czo┼éganie si─Ö pod deskami. Szepcz─Ö:

– Obejmuj─Ö komend─Ö; na moj─ů komend─Ö czo┼éga─ç si─Ö! Metr na godzin─Ö! Marsz!!

W naszej kryj├│wce robi si─Ö ciemno. To ju┼╝ czwarta noc. W domu cicho. Po ostatniej kontroli Niemcy zapewne upewnili si─Ö, ┼╝e nikogo w domu nie ma. Postanawiam, ┼╝e wyjd─Ö na strych: mo┼╝e znajd─Ö co┼Ť do zjedzenia. Zn├│w ta sama gimnastyka z wydostaniem si─Ö na zewn─ůtrz. Wyprostowa┼éem si─Ö. Posuwam si─Ö wzd┼éu┼╝ ┼Ťciany, kr─Öci mi si─Ö w g┼éowie, zmuszam si─Ö ca┼éym wysi┼ékiem woli, by nie upa┼Ť─ç. Macam belki i natrafiam na s┼éoik, s┼éoik konfitur wi┼Ťniowych. Poza s┼éoikiem ani chleba, ani wody. Liczy┼éem, ┼╝e znajd─Ö kie┼ébas─Ö albo szynk─Ö, bo by┼éem prawie pewny, ┼╝e wisia┼éy na strychu. Zn├│w droga powrotna do schowka. Szcz─Ö┼Ťliwie dotar┼éem do Andrzeja, kt├│ry jest u kresu si┼é. Jem lepk─ů, s┼éodk─ů ma┼Ť─ç wi┼Ťniow─ů. To zaspokaja g┼é├│d, ale potem mamy w ustach smak obrzydliwy i pragnienie staje si─Ö coraz wi─Öksze.

Andrzej zasypia i bredzi. Gdy go budz─Ö, m├│wi od rzeczy. Chce pope┼éni─ç samob├│jstwo. Przy┼éapuj─Ö go, gdy stara si─Ö przegry┼║─ç arteri─Ö r─Öki. Cicha walka ze s┼éabo┼Ťci─ů jego i moj─ů, ale poczucie odpowiedzialno┼Ťci za ┼╝ycie mojego m┼éodszego brata, daje mi tyle si┼éy, by jego i siebie uchroni─ç od rozpaczy. Zaczyna si─Ö czwarta noc. Uk┼éadam plan ucieczki. Szeptem powtarzam go Andrzejowi. My┼Ťl moja dzia┼éa jasno i sprawnie, gdy┼╝ widz─Ö i wiem, ┼╝e Andrzej dalszej doby nie wytrzyma. Plan jest nast─Öpuj─ůcy.

Wzd┼éu┼╝ go┼Ťcinnych pokoi na pi─Ötrze, mniej wi─Öcej 50 cm poni┼╝ej parapetu okiennego ci─ůgnie si─Ö metrowej szeroko┼Ťci daszek. Mamy wyj┼Ť─ç ze strychu, przej┼Ť─ç przez korytarz do go┼Ťcinnego pokoju, spu┼Ťci─ç si─Ö na daszek, doj┼Ť─ç do rynny i oparci nogami o rynn─Ö przesun─ů─ç si─Ö kilka metr├│w,
a┼╝ do balkonu od strony ogrodu. Po kolumnie trzeba zsun─ů─ç si─Ö na parterowy balkon, a potem biegiem w ogr├│d. Le┼╝─ůc ko┼éo Andrzeja powtarzam po raz nie wiem kt├│ry ca┼éy plan. S┼éucha najpierw apatycznie, potem zaczyna si─Ö interesowa─ç, widz─Ö, ┼╝e zrozumia┼é, pytam go, czy si─Ö czuje na si┼éach?

– Tak mam si┼é─Ö, damy rad─Ö!

Samochody niemieckie odjecha┼éy sprzed domu. Zapad┼éa cisza. Zaczynamy! Wype┼ézamy z naszego ukrycia. Andrzej jest tak s┼éaby, ┼╝e musimy chwilk─Ö odpocz─ů─ç. Cichutko przemykamy si─Ö przez strych. Odchylamy drzwi na korytarz. Za drzwiami le┼╝y zakrwawiony szlafrok mamy. Podnosz─Ö go
i trzymam chwil─Ö w reku. Idziemy cicho po korytarzu. Dwa stopnie w d├│┼é ÔÇô w tym miejscu pod┼éoga zawsze trzeszcza┼éa, ale dzi┼Ť nie. Wchodzimy do go┼Ťcinnego pokoju. Okno na o┼Ťcie┼╝ otwarte. Jest pe┼énia! Wychylam si─Ö z okna i rozgl─ůdam na wszystkie strony. Za w─Ög┼éem domu stoi samoch├│d,
na ┼éawce w ogrodzie siedzi ┼╝o┼énierz, chyba ┼Ťpi. W┼éa┼╝─Ö na parapet, siadam nogami na zewn─ůtrz. Cicho ┼Ťlizgaj─ů si─Ö nogi po dach├│wkach, jeszcze troch─Ö┬ái nogi dosi─Ögaj─ů rynny. Cia┼éo le┼╝y na daszku, g┼éow─ů opieram si─Ö o parapet┬á okna.

Nagle kawa┼éek dach├│wki urwa┼é si─Ö pod moim ci─Ö┼╝arem i odbiwszy si─Ö o rynn─Ö spad┼é w d├│┼é. Andrzej jest jeszcze w pokoju, zamar┼é bez ruchu, a ja przylegam ca┼éym cia┼éem do daszku, przegi─ů┼éem g┼éow─Ö w ty┼é, r─Öce mam przy sobie. Widz─Ö wyra┼║nie, ┼╝e ┼╝o┼énierz ma pistolet maszynowy przewieszony przez rami─Ö. Wsta┼é i rozpocz─ů┼é obch├│d. Idzie w naszym kierunku. Przeszed┼é na drugi r├│g domu. Wtedy z t─ů sam─ů co poprzednio ostro┼╝no┼Ťci─ů cofn─ů┼éem si─Ö na parapet i do pokoju. Tej drogi po raz drugi pr├│bowa─ç ju┼╝ nie b─Ödziemy: nie ma nadziei, koniec. Skradamy si─Ö zn├│w do drzwi od strychu. Po drodze zagl─ůdam do dzbanka w umywalni, jest pusty, ogarnia nas rozpacz, trzeba wraca─ç na strych.

I zn├│w korytarz, dwa stopnie i drzwi na strych. Nie wracamy do naszej skrytki. Siadamy niedaleko od niej. Palimy ostatni ogarek papierosa i zapadamy w gor─ůczkowy sen przerywany majakami. Andrzej bredzi,┬á ja pewno te┼╝. Boj─Ö si─Ö, ┼╝eby kt├│ry┼Ť z nas nie krzykn─ů┼é przez sen. A jednak ┼Ťpimy. Budzi nas ruch na dole, chodzenie, gadanie, jest pewno wczesny ranek. Nie wiem,
kt├│ra godzina, bo zegarek stan─ů┼é. Czy┼╝by si─Ö zepsu┼é?. Przez szpary wida─ç pierwsze promienie s┼éo┼äca. Uk┼éadam inny plan. Plan┬á jest bardzo ryzykowny, wol─Ö jednak zaryzykowa─ç ni┼╝ zdechn─ů─ç na strychu.

Postanawiamy wyj┼Ť─ç jedyn─ů drog─ů, tzn. g┼é├│wnymi schodami, zej┼Ť─ç do hallu, z hallu do kredensu i st─ůd do ogrodu. Chwytam si─Ö tego planu jako jedynej szansy i jedynego promyka nadziei. Ustalamy: gdy samochody odjad─ů wyjdziemy. Patrz─Ö na zegarek, jest ├│sma rano, a wi─Öc zegarek idzie!- mo┼╝e wtedy parzy┼éem na niego w malignie. S┼éycha─ç zapuszczanie motor├│w, samochody odje┼╝d┼╝aj─ů, pierwszy, drugi i po d┼éu┼╝szej chwili trzeci. W domu ani szmeru. Wychodzimy ze strychu idziemy cicho, ale normalnym krokiem, wchodzimy do naszego pokoju, bierzemy fotografie, kt├│re mieli┼Ťmy przy ┼é├│┼╝kach, drobiazgi, portfel z pami─ůtkami, przypominam sobie, ┼╝e w szafie bibliotecznej mam schowane pude┼éko z bi┼╝uteri─ů, zabieram i schodzimy na d├│┼é. W hallu pusto. Ani jednego p┼éaszcza niemieckiego. Na kamiennej posadzce ┼Ťwie┼╝o zmyte ┼Ťlady krwi. Wchodz─Ö do jadalnego, na kominku manierka wojskowa. Bior─Ö j─ů i nios─Ö Andrzejowi, pijemy kaw─Ö, pierwszy ┼éyk p┼éynu od tylu dni. Za drzwiami w gabinecie ojca s┼éycha─ç g┼éosy Niemc├│w. Wchodzimy do kredensu. Jest pusty, patrz─Ö przez otwarte drzwi, warty nie ma. Okna gabinetu ojca, gdzie siedz─ů Niemcy, wychodz─ů na przeciwn─ů stron─Ö domu. Skuleni przebiegamy do g─Östych krzak├│w ogrodowych, k┼éadziemy si─Ö w trawie i czekamy zmroku. W tej chwili jest dok┼éadnie jedenasta rano. Jest 28 czerwca 1943 roku. Boimy si─Ö tylko, by nasz wy┼╝e┼é, kochany Dream, nie zw─ůcha┼é nas i nie zdradzi┼é. Ale zdaje si─Ö, ┼╝e podzieli┼é los wszystkich. Przespali┼Ťmy si─Ö do po┼éudnia, s┼éyszeli┼Ťmy zn├│w warkot samochod├│w, rozmowy i krzyki Niemc├│w.┬áZapad┼é wiecz├│r. Ksi─Ö┼╝yc p├│┼║no wschodzi┼é, wyczo┼égali┼Ťmy si─Ö wi─Öc┬áz krzak├│w i dotarli┼Ťmy na folwark do karbowego. Gdy otworzy┼é drzwi, patrzy┼é na nas jak na upiory. Byli┼Ťmy upiorami, wracali┼Ťmy z tamtego ┼Ťwiata. Kochany Pan Szyd┼éo napoi┼é nas i nakarmi┼é, m├│wi┼é, ┼╝e Niemcy ci─ůgle kogo┼Ť szukaj─ů┬ái przes┼éuchuj─ů ludzi.┬á Nikt ┼╝ywy z pa┼éacu nie wyszed┼é, ani z rodziny ani ze s┼éu┼╝by. Po┼╝egnawszy si─Ö serdecznie z panem Szyd┼éo, ruszyli┼Ťmy bocznymi, polnymi drogami do zaufanego gajowego. Szli┼Ťmy przez ┼éany wysokiego ┼╝yta i pszenicy, przez pola Zbydniowa.ÔÇŁ

Ucieczka 

Zbigniew i Andrzej po opuszczeniu Zbydniowa udali si─Ö do Kotowej Woli do gajowego – Franciszka Ideca.┬á Idec odgrywa┼é w tym czasie rol─Ö kuriera AK kontaktuj─ůcego si─Ö z lud┼║mi, kt├│rzy zorganizowali pomoc w wydostaniu si─Ö braciom z rejonu zagro┼╝enia. Par─Ö dni p├│┼║niej w maj─ůtku Czy┼╝├│w za Wis┼é─ů ko┼éo Zawichostu, otrzymali karty rozpoznawcze na fa┼észywe nazwiska oraz za┼Ťwiadczenia pracownicze. Ca┼éa pomoc pochodzi┼éa od ┼╝o┼énierzy AK. Pod opiek─ů Juliana Targowskiego, w┼éa┼Ťciciela Czy┼╝owa, dojechali do Warszawy i trafili do bliskich przyjaci├│┼é i ich najm┼éodszego brata Dominka, kt├│ry podczas mordu przebywa┼é w Warszawie. Tam za pomoc─ů brata Dominika – ┼╝o┼énierza Kedywu Komendy G┼é├│wnej AK, wkr├│tce wst─ůpili w szeregi warszawskiego Kedywu KG. Obaj jednak za nied┼éugo zgin─Öli w akcji Kedywu KG na „Pawiaku”, w kt├│rej brali udzia┼é ze swym Odzia┼éem Specjalnym „Sawicz”, kt├│rym dowodzi┼é Julian Barkas ps. „Sawicz”.

┼╗o┼énierze Kedywu KG AK OS „Sawicz” id─ů al. Zjednoczenia w Warszawie. Od lewej Jerzy Zaufal ps. „Oliwa”, Mieczys┼éaw Horoch ps. „Jod┼éa” i Zbigniew Horody┼äski ps. „Fredro”, kt├│ry niesie w teczce „Stena” na akcj─Ö „Bielany”, maj 1944 r. Wszyscy zgin─Öli 19 lipca 1944 r. w akcji „Pawiak”. (fot. dow├│dca OS Kedywu KG „Sawicz” Julian Barkas ps. „Sawicz”)

Pierwsi ┼Ťwiadkowie

Nast─Öpnego dnia po mordzie Martin Fuldner uda┼é si─Ö do Zbydniowa celem zabezpieczenia pozosta┼éego mienia. Do pomocy wyznaczy┼é swojego ogrodnika, J├│zefa Wo┼║niaka . By┼é on wcze┼Ťniej pracownikiem Jerzego Lubomirskiego i pe┼éni┼é rol─Ö dyrektora ogrod├│w w Charzewicach. Wo┼║niak sta┼é si─Ö jego pracownikiem, gdy┼╝ pochodzi┼é ze ┼Ül─ůska i ┼Ťwietnie m├│wi┼é po niemiecku. Fuldner nie zdawa┼é sobie sprawy, ┼╝e Wo┼║niak by┼é tak┼╝e bardzo aktywnym cz┼éonkiem Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) w Rozwadowie i informowa┼é NOW jak i AK.

Wo┼║niak po przybyciu do dworu Horody┼äskich zasta┼é pora┼╝aj─ůcy widok, kt├│ry opisa┼é w nast─Öpuj─ůcy spos├│b: ÔÇ×Przed g┼é├│wnym wej┼Ťciem zobaczy┼éem ┼╝arz─ůc─ů si─Ö stert─Ö spalonych rzeczy. ┼Üciany i odrzwia postrzelane. Krew na schodachÔÇŽ. Wewn─ůtrz meble by┼éy po┼éamane, ksi─ů┼╝ki z p├│┼éek na ziemi, pe┼éno rozbitej porcelany i szk┼éa, ┼Ťlady rozbitych o ┼Ťcian─Ö butelek wina. Pod┼éoga mokra od wina i krwiÔÇŽ Wielkie ┼éo┼╝e z kolumnami w g┼é├│wnej sypialni po┼éamane. Wida─ç by┼éo, ┼╝e kto┼Ť tu walczy┼é. W sypialni go┼Ťci strzelano w ┼é├│┼╝kach ÔÇô po┼Ťciel zakrwawiona, smugi krwi na pod┼éodze od ┼é├│┼╝ka do drzwi i na schody, po kt├│rych wleczono zabitychÔÇŁ.

R├│wnie┼╝ na kilka dni po morderstwie w pomieszczeniach dworu znalaz┼é si─Ö doktor Eugeniusz ┼üazowski (cz┼éonek rozwadowskiej AK ps. „Leszcz”), kt├│ry w okolic─Ö zosta┼é wezwany do chorego. Tak opisa┼é swoj─ů wizyt─Ö: ÔÇ×Dw├│r by┼é pusty. Weszli┼Ťmy do ┼Ťrodka. Pod┼éogi ju┼╝ by┼éy z grubsza zamiecione i umyte. Niewiele zmniejszy┼éo to groz─Ö zniszcze┼ä. [ÔÇŽ] Pi─Ökny hall z kolekcj─ů starej broni na ┼Ťcianie. Naprzeciwko p├│┼éki z warto┼Ťciowymi ksi─Ögami. Wytworny salon, obrazy, dywany, antykiÔÇŽ Wszystko w tragicznym nie┼éadzie, rozrzucone i pogruchotane. Przed g┼é├│wnym wej┼Ťciem ÔÇô stos popio┼éu i niedopalonych szmat. Poszli┼Ťmy w stron─Ö zbiorowej mogi┼éy. Ziemia by┼éa ju┼╝ wyr├│wnana. Towarzysz ostrzeg┼é nas, ┼╝e gr├│b mo┼╝e by─ç podminowany. [ÔÇŽ] Pod stajni─ů sta┼éa ogrodowa platforma. T─ů platform─ů wozili Niemcy pomordowanych do wsp├│lnego grobu. Jeszcze nie by┼éa obmyta z krwi, obsiad┼éy j─ů roje much i os.ÔÇŁ

Nie obesz┼éo si─Ö te┼╝ bez niemieckiej propagandy, w dzie┼ä po zbrodni, oficer SS wr─Öczy┼é w├│jtowi gminy i miejscowemu proboszczowi o┼Ťwiadczenie i rozkaza┼é, aby je og┼éosi─ç z ambony. ÔÇ×Byli┼Ťmy zmuszeni zastrzeli─ç 20 os├│b, aby uratowa─ç ┼╝ycie 2000 ludzi, kt├│rzy przez kontakty Horody┼äskiego z bandami i komunistami s─ů zagro┼╝eni.ÔÇŁ

┬ę Fundacja "KEDYW"

Niemieccy oprawcy na schodach Dworu Horodyńskich w Zbydniowie (fot. trixum.de)

Pochowani w mogile zbiorowej

W parku, oko┼éo 80 metr├│w na zach├│d od budynku zbydniowskiego dworu Horody┼äskich, znajduje si─Ö prostok─ůtny, niewielki cmentarz. Skrywa on doczesne szcz─ůtki cz┼éonk├│w rodziny Horody┼äskich, ich s┼éu┼╝by oraz znajomych, zamordowanych przez hitlerowc├│w. Zbiorow─ů mogi┼é─Ö okala niski mur z piaskowca. Przy wej┼Ťciu na cmentarz, po prawej stronie, umieszczone s─ů dwie tablice z czarnego marmuru. Jedna z nich obja┼Ťnia: Gr├│b 19 os├│b zabitych przez hitlerowc├│w w zbydniowskim dworze. Rodzina Horody┼äskich, Go┼Ťcie┬ái Pracownicy. Obok nieco wi─Öksza tablica z napisem: Andrzej i Zbigniew Horody┼äscy lat 19 i 21 ┼╝o┼énierze AK zgin─Öli w akcji „Pawiak” 19 lipca 1944 r. w Warszawie.

Na kamiennej platformie znajduje si─Ö mur z krzy┼╝em. W granicie wykuty jest napis: Tu spoczywaj─ů pomordowani przez hitlerowc├│w w zbydniowskim dworze 24 VI 1943+ Wieczn─ů rado┼Ť─ç ÔÇô daj im Panie.

Obok wypisane s─ů nazwiska pomordowanych:

Zbigniew Horody┼äski ÔÇô dziedzic Zbydniowa, Zofia Horody┼äska ÔÇô ┼╝ona Zbigniewa, Anna Horody┼äska ÔÇô c├│rka Zofii i Zbigniewa, Maria Kowerska ÔÇô siostra Zbigniewa Horody┼äskiego, Rozalia Koczalska ÔÇô guwernantka Anny, Krystyna Giecewicz ÔÇô ┼╝ona brata Pani Horody┼äskiej, Lolu┼Ť(Leon) ÔÇô 12-letni syn Giecewiczowej, Stanis┼éaw Wa┼äkowicz ÔÇô senator Rzeczypospolitej Polskiej, ojciec panny m┼éodej, Aleksandra Wa┼äkowicz ÔÇô mama panny m┼éodej, Barbara Mierzejewska ÔÇô mama pana m┼éodego, Halina Herubowicz, Krzysztof Je┼Ťmian ÔÇô Syn Herubowiczowej, Halszka Meysztowicz ÔÇô dalsza krewna, malarka, Elfrida Horwatt ÔÇô babcia panny m┼éodej, Zofia Ryczek, Maria Latocha, Stefania ┼üebek ÔÇô pokoj├│wki, Edward Zboro┼ä ÔÇô le┼Ťniczy.

Gr├│b pomordowanych w pobli┼╝u dworku.

Grób pomordowanych w ogrodach dworu.

Cze┼Ť─ç Ich Pami─Öci!

 

MW/Fundacja KEDYW

Bibliografia: Archiwum Muzeum Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej (w organizacji), Kuratorium O┼Ťwiaty w Rzeszowie, Eugeniusz ┼üazowski „Prywatna Wojna”.


Pierwsze w Polsce Muzeum Kedywu – elitarnego pionu dywersyjnego Armii Krajowej powstaje w czynie spo┼éecznym z inicjatywy Fundacji KEDYW. Nasza dzia┼éalno┼Ť─ç opiera si─Ö na wolontariacie i darowiznach ludzi dobrej woli. Bez twojego wsparcia nie osi─ůgniemy celu! WESPRZYJ NAS!┬á

Konto bankowe: SANBank Nadsański Bank Spółdzielczy
Nr konta: 05 9430 0006 0046 7597 2000 0001
KOD SWIFT: POLUPLPR
Lub bezpiecznie kart─ů p┼éatnicz─ů przez system p┼éatno┼Ťci PayPal

Dodaj komentarz

Tw├│j adres email nie zostanie opublikowany. Pola, kt├│rych wype┼énienie jest wymagane, s─ů oznaczone symbolem *