2 stycznia 1920 r. urodziła się Jadwiga Budkiewicz-Przyłuska ps. „Magda” – łączniczka AK w Stalowej Woli

Jadwiga Budkiewicz-Przyłuska ps. „Magda”

2 stycznia 1920 – 7 stycznia 2004

Łączniczka Armii Krajowej w Stalowej Woli (AK Obwód Nisko-Stalowa Wola)
Łączniczka i sanitariuszka oddziału „Kmicica” Jan Orła-Wysockiego (OS AK Obwód Nisko-Stalowa Wola)


Jadwiga Budkiewicz urodziła się 2 stycznia 1920 roku. Była córką Franciszka Budkiewicza, który w czasie okupacji mieszkał w Radomsku (woj. łódzkie). Nie wiele wiemy o jej młodzieńczym życiu.

Niemiecka okupacja

W czasie niemieckiej okupacji Jadwiga mieszkała w Stalowej Woli, gdzie pracowała początkowo w dyrekcji okupowanych Zakładach Południowych (COP) w Stalowej Woli przemianowanych przez niemieckiego okupanta na zakłady zbrojeniowe „Stahlwerke Braunschweig GmbH – Werk Stalowa Wola”. Później pracowała jako pielęgniarka w stalowowolskim przyzakładowym ambulatorium. W czasie okupacji nawiązała kontakty z antyniemiecką konspiracją i została łączniczką Armii Krajowej.

Aresztowanie

Jadwiga Budkiewicz aresztowana została w maju 1944 roku w Stalowej Woli. W latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku opowiedziała o tym w wywiadzie dla lokalnej gazety tak:

„ W maju 1944 roku wraz z kilkoma osobami, współtowarzyszami konspiracji zostałam aresztowana. Nie posłuchałam ostrzeżeń organizacji, związanych z wcześniejszym aresztowaniem jednego z kolegów. Zachodziło podejrzenie, że nie wytrzyma on tortur i z tego właśnie wynikało niebezpieczeństwo dla pozostałych. Wielu spośród nas posłuchało ostrzeżenia wyjeżdzając ze Stalowej Woli, ja – m.in – zaryzykowałam i pozostałam. Gdy esesmani weszli do siedziby ambulatorium Huty, gdzie pracowałam wiedziałam, ze to już koniec… Potem było krótkie spotkanie z Morickiem (Clemens Morick z Gestapo przyp. red.), połączone z pobiciem i jeszcze tego samego dnia znalazłam się w budynku przy ul Waryńskiego (obecnie ul. ks. J. Skoczyńskiego 26), siedzibie stalowowolskiego gestapo. Przebywałam tam ok. półtora miesiąca. Tego co tam przeżyłam nie da się opisać, ani spokojnie opowiedzieć… To były straszne dni, straszne noce. Ciągłe tortury, bicie… Ciało było jedną raną, jednym strupem. Systematyczne ponawiane pytania o nazwiska i adresy współtowarzyszy konspiracyjnej pracy, tortury fizyczne i psychiczne, kilkakrotne wywożenie mnie o świcie na „pozorne” rozstrzelanie, jako forma psychicznego szantażu, którego efektem miało być skłonienie mnie, bym mówiła… Nie powiedziałam… Gdy w czerwcu przywieziono dużą grupę innych akowców z Rudnika i Kopek, w mojej celi było ok. 10 osób. Przeżywałam więc katorgę, nie tylko w wyniku własnych cierpień, ale również patrząc na mękę, rany i krew, połamane kości współtowarzyszy niedoli. Jako pielęgniarka pomagałam im, jak tylko mogłam. Pamiętam ciągle widok z piwnicznego okienka mej celi, nogi przechodzących ulicą ludzi, słyszę ujadania esesmańskich psów warujących na zewnątrz. W tym budynku wielokrotnie przeżyłam własną śmierć… Gdy obsługujące gestapowców ukrainki, które zresztą jak mogły, tak nam pomagały w aprowizacji z esesmańskiej kuchni, przez okienko ostrzegały mnie, że następnego dnia miano mnie m.in. wywieźć do obozu, na ścianach piwnicy wyryłam swoje imię i nazwisko. Takich napisów było tam wiele. Nie wiem, czy dziś jeszcze te napisy są, czy nie ma już po nich śladu. Być może w mojej celi dzisiaj leżą ziemniaki. Gdy myślę o tym, trudno mi zachować spokój. Gdy przechodzę obok miejsca swej kaźni, czuję ból, że dzisiaj mieszkają tam – jakby nigdy nic – ludzie. Jest co prawda, pamiątkowa tablica, ale czy mieszkańcom tego bloku przyjemnie jest mieszkać w budynku o tak ponurej sławie, czy nie przeszkadzają im wieńce, kwiaty, kaganki? Dlaczego nie zlokalizowano tam muzeum, którego Stalowa Wola nie ma, żyją jeszcze podobni jak, ludzie którzy przekazaliby różne pamiątki swego „pobytu” w gestapo…

Była siedziba Gestapo przy ulicy Bismarckstraße (obecnie ul. ks. Józefa Skoczyńskiego 26) gdzie Niemcy torturowali Jadwigę Budkiewicz (fot. MKDAK).

Niemieckie obozy

Miesiąc przed pojawieniem się w Stalowej Woli wojsk sowieckich, Niemcy zdecydowali wywieść Jadwigę Budkiewicz wraz z innymi więźniami do obozów. 30 czerwca 1944 roku jej transport opuścił Stalową Wolę w kierunku Jarosławia. Stamtąd później wywieziona została do obozu w Pustkowie (woj. podkarpackie) i niedługo później dalej do KL Auschwitz do Oświęcimia (woj. małopolskie). Niestety, nie był to koniec jej gehenny, w Auschwitz okazało się, że obóz jest przepełniony i po kilkugodzinnym postoju transport opuścił Oświęcim w kierunku III Rzeszy. Następnie był obóz Ravensbruck i finalnie Sachsenhausen w Oranienburgu. Podczas pobytu w tym ostatnim opisała w kilku słowach jej pobyt w tym obozie zagłady tak:

„Jeszcze dzisiaj po wielu latach, nie można o tych sprawach mówić spokojnie. Byłam obozową pielęgniarką, moja rola polegała na codziennym ewidencjonowaniu zwłok ludzi zmarłych w barakach. Ołówkiem kopiowym wypisywałam na udzie zamrłego jego obozowy numer, a następnie musiałam wyciągnąć zwłoki przed barak.”

Powrót do Polski

Jadwiga Budkiewicz przeżyła gehennę niemieckich obozów i dożyła wyzwolenia przez wojska alianckie jej obozu. Po wojnie powróciła do nowo zniewolonej przez Sowietów Polski i do Stalowej Woli, gdzie pozostała już do śmierci. Pani Jadwiga zmarła 7 stycznia 2004 roku w Stalowej Woli. Po wojnie wyszła za mąż i przyjęła nazwisko męża. Spoczywa na Cmentarzu Komunalnym w Stalowej Woli.

Cześć Jej Pamięci!

 

MW / MKDAK

Bibliografia: Archiwum Muzeum Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej (w organizacji), Dionizy Garbacz „Brunatne Lata”, Socjalistyczne Tempo.

© 2016-2026 MKDAK. Wszelkie Prawa zastrzeżone. Kopiowanie tekstów, zdjęć lub filmów bez zgody zabronione!

aktualizacja 2.1.26 r.

Muzeum Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej (w organizacji)