4 stycznia 1909 r. urodził się kpt. Adam Mirecki ps. „Adaś” – komendant w NOW, oficer AK

kpt. Adam Mirecki ps. „Adaś”, „Stwosz”

4 stycznia 1909 – 24 października 1952

Oficer Wojska Polskiego II RP
Komendant Okręgu Lublin Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW Okręg Lublin)
Inspektor Komendy Głównej NOW (KG NOW w Warszawie)
Komendant Okręgu Lwów Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW we Lwowie)
Oficer organizacyjny Armii Krajowej Okręg Lwów (AK Okręg Lwów)


Adam Eugeniusz Mirecki urodził się 4 stycznia 1909 roku w Ulanowie na terenie pod zaborem austro-węgierskim (obecnie woj. podkarpackie). Był synem Dominika i Pauliny z d. Scisłowska. Ochrzczony został 24 stycznia 1909 roku w kościele pw. św. Jana Chrzciciela i św. Barbary w Ulanowie. Miał siedmiorga rodzeństwa. Pochodził z wielodzietnej patriotycznej i religijnej rodziny, z której wielu członków rodziny odegrało czołowe role w historii ruchu narodowego oraz konspiracji antyniemieckiej w okresie II wojny światowej.

W okresie międzywojennym ukończył szkołę powszechną, po której uczył się w gimnazjum w Nisku (woj. podkarpackie) i w Borszczowie (Kresy Wschodnie). W 1929 roku złożył egzamin dojrzałości w Borszczowie i wkrótce rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie (Kresy Wschodnie). Będąc na studiach we Lwowie związał się z ruchem Stronnictwa Narodowego (SN). Później przerwał studia i wyjechał do Krakowa, gdzie ukończył pomaturalne studium samorządowe. W tym czasie odbył służbę w Wojsku Polskim na dywizyjnym kursie Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty 3 pp. w Jarosławiu (woj. podkarpackie). Po odbyciu służby w WP powrócił do rodzinnych Racławic koło Niska i rozpoczął pracę w samorządzie powiatu niżańskiego, gdzie pracował do wybuchu II wojny światowej w 1939 roku.

Wybuch II wojny i niemiecka okupacja

Po niemieckiej agresji na Polskę Adam Mirecki jako oficer WP zmobilizowany został do pułku macierzystego i mianowany został dowódcą plutonu 3 pp. Legionów w ramach grupy „Jarosław”, z którą walczył w kampanii wrześniowej broniąc rzeki San na odcinku w rejonie Jarosławia i Radymna. Pod koniec walk trafił do niemieckiej niewoli, z której udało mu się zbiec. Wówczas powrócił do Racławic i wkrótce powrócił do pracy w niżańskim magistracie.

W listopadzie 1939 roku Adam Mirecki aresztowany został kolejny raz przez Niemców i osadzony w areszcie w Nisku. Następnie Niemcy chcieli go wywieźć do obozu w III Rzeszy, ale w nocy z 11 na 12 stycznia 1940 roku zdołał obezwładnić konwojujących go niemieckich żandarmów i wyskoczył z pociągu między Łańcutem a Rzeszowem (woj. podkarpackie). Stamtąd udał się do Janowa Lubelskiego, gdzie się przez chwilę ukrywał. Później znów powrócił w rodzinne strony na Podkarpacie.

Konspiracja antyniemiecka

Po sformowaniu Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) na Podkarpaciu mianowany został komendantem NOW na powiat kolbuszowski. Niestety w listopadzie 1940 roku został kolejny raz aresztowany przez Niemców, gdy wracał z odprawy NOW z Leżajska. Następnie wywieziony został do niemieckiego więzienia w twierdzy w Przemyślu, ale i tam zdołał 31 grudnia 1940 roku wykorzystać moment nieuwagi strażnika i przeżkoczyć mur więźienny. Po ucieczce z aresztu w twierdzy, ukrywał się kilka dni w Przemyślu ponieważ podczas przeskakiwania muru z drutem kolczastym pokaleczył dłonie. Następnie udał się do Tryńczy do majątku znajomej rodziny Nowińskich. Tam zaleczył rany i gdy odzyskał zdrowie skierowany został do komendy okręgu NOW w Lublinie. W połowie 1940 roku, po awansie majora Józefa Rokickiego ps. „Michał” na komendanta głównego NOW, Adam Mirecki mianowany został na jego miejsce komendantem Okręgu lubelskiego NOW.

W listopadzie 1942 roku Adam Mirecki został kolejny raz aresztowany podczas łapanki w Lublinie, ale i tym razem nierozpoznany zdołał uciec z transportu i zbiec z powrotem do Lublina. Jednak z powodu szeroko zakrojonych aresztowań działaczy SN w Lublinie musiał sam opuścić teren. Stamtąd udał się do Komendy Głównej NOW w Warszawie gdzie mianowany został inspektorem Komendy Głównej NOW.

W wyniku aresztowań we Lwowie 31 maja 1943 roku kapitan Adam Mirecki ps. „Adaś” awansowany został z funkcji Inspektora Komendy Głównej NOW na komendanta Okręgu Lwowskiego NOW. Adam Mirecki jako nowy komendant rozpoczął odbudowywanie i rozbudowywanie NOW na terenach Kresów Wschodnich, po fali majowych aresztowań żołnierzy NOW we Lwowie (Kresy Wschodnie). Wówczas doszło do częściowego scalenia NOW z Armią Krajową, po którym Adam Mirecki otrzymał awans na kapitana AK. W tym czasie Adam dodatkowo przejął funkcję oficera organizacyjnego do spraw partyzanckich w Komendzie AK Okręgu Lwów.

Ostateczne aresztowanie

W grudniu 1943 roku Adam Mirecki wezwany został na odprawę do Komendy Głównej NOW w Warszawie. Około 10 grudnia gdy wracał do Lwowa, postanowił na krótko wstąpić do rodzinnego domu w Racławicach koło Niska (woj. podkarpackie). Tego dnia na stacjach kolejowych w okolicach Niska odbywały się wzmocnione patrole niemieckiej żandarmerii i Wehrmachtu, gdyż tego samego dnia w pobliżu między Rudnikiem nad Sanem i Przędzelem grupa z oddziału partyzanckiego NOW-AK „Ojca Jana” Franciszka Przysiężniaka pod dowództwem Bogumiła Męcińskiego ps. „Władka” napadła na punkt obserwacyjny niemieckiej Luftwaffe. W wyniku akcji oddziału „Ojca Jana” Niemcy w poszukiwaniu sprawców kontrolowali wszystkich na stacji kolejowej w Nisku. Adam Mirecki jako jeden z poddanych kontroli na stacji został aresztowany i zabrany do aresztu w Nisku. Wkrótce po tym przetransportowany został do więzienia w Rozwadowie (obecnie dzielnica Stalowej Woli), który Niemcy urządzili w budynku przedwojennego Sądu Grodzkiego przy ul. Rozwadowskiej (obecnie Galeria Alfonsa Karpińskiego).

Rozkaz odbicia

Meldunki z informacją o aresztowaniu kpt. Adama Mireckiego szybko trafiły do Komendy Głównej NOW oraz AK w Warszawie, gdzie zapadła natychmiastowa decyzja ratowania Mireckiego i wydany został rozkaz odbicia z więzienia w Rozwadowie. Do akcji odbicia oddelegowani zostali żołnierze z Okręgu COP NOW (Komenda Stalowa Wola). Akcję odbicia Mireckiego dowodził Marian Szymański ps. „Podkowa”, któremu towarzyszył dowódca grupy dywersyjnej NOW ze Zbydniowa Henryk Paterek ps. „Lew”.

Obydwaj „Podkowa” jak i „Lew” dobrze znali Rozwadów, dlatego dowództwo powierzyło im przeprowadzenie akcji. Ponadto „Lew” osobiście znał klucznika w niemieckim areszcie – Feliksa Żołędzia (żołnierza AK), który zwerbowany został do pomocy w akcji. Z Feliksem Żołędziem wcześniej ustalono, że po sforsowaniu bocznego wejścia, przekaże klucze do więziennych cel, wówczas „Podkowa” z „Lwem” uwolnią Mireckiego. Plan odbicia zdawał się prosty, należało jedynie odnaleźć celę Mireckiego i go uwolnić.

Akcja w areszcie

Tak jak przewidywał plan, akcję rozpoczęto nocą z 30 na 31 grudnia. Pięciu żołnierzy wraz z „Podkową” i „Lwem” za pomocą Feliksa Żołądzia wtargnęło bocznym wejściem na teren więzienia i rozpoczęło poszukiwanie celi Mireckiego. Podczas przeczesywania budynku nagle ktoś z partyzantów wykrzyknął na głos nazwisko poszukiwanego komendanta. To przestraszyło drugiego nie wtajemniczonego strażnika sądu, który spanikował i bez zastanowienia oddał kilka strzałów ze swojego pistoletu. Zaalarmowani sytuacją partyzanci postanowili natychmiast wycofać się z więzienia. W pobliżu znajdował się dworzec kolejowy z uzbrojoną strażą kolejową (Banshutze). Ze względu na bliską odległość Niemcy mogli usłyszeć strzał i błyskawicznie zjawić się w areszcie. Żołnierze NOW nie ryzykowali konfrontacji i błyskawicznie opuścili teren zanim zdołali odnaleźć i uwolnić Adama Mireckiego.

Próba wykupu

Po akcji w Rozwadowie Niemcy zorientowali się, że prawdopodobnie przechowują kogoś ważnego i padła decyzja szybkiego przeniesienia Mireckiego do ściśle strzeżonego aresztu w siedzibie Gestapo przy ul. Bismarckstraße (obecnej ul. ks. Skoczyńskiego 26) w Stalowej Woli.

Po nieudanej akcji partyzantów w Rozwadowie, Komenda NOW we Lwowie natychmiast podjęła kolejną próbę uwolnienia komendanta Mireckiego – tym razem drogą wykupu. Sytuacja wymagała aby natychmiast przewieźć na ten cel pieniądze ze Lwowa. Do tego zadania oddelegowana została lwowska łączniczka NOW Jadwiga Nowak-Przygodzka ps. „Gusia”. Zadanie „Gusi” miało polegać na przewiezieniu pieniędzy do siostry komendanta Marii Mireckej-Loryś ps. „Marta”, która to natomiast miała dostarczyć je osobie, która miała pertraktować z Niemcami w Stalowej Woli. Polecone zadanie „Gusia” wykonała i dowiozła pieniądze do Stalowej Woli, niestety dalsze wykonanie zadania wykupu Mireckiego, które miało podjąć dowództwo na miejscu nie doszło do skutku. Jak się później okazało „Gusia” samodzielnie postanowiła wykonać dalszy plan nie wykonując rozkazów. Oto jej osobista relacja z tych wydarzeń:

Jadwiga Nowak-Przygodzka ps. „Gusia” w 1945 r. (fot. Maria Mirecka-Loryś)

„[…] Zgromadzone pieniądze trzeba było przewieźć do siostry. Podjęłam się natychmiast tego zadania – był przecież moim bezpośrednim szefem. Żegnając się z Mamą, nie powiedziałam dokąd jadę, zapewniłam ją tylko, że na pewno wrócę za dwa dni. Były to pierwsze dni stycznia 1944 r. W czasie jazdy pociągiem postanowiłam jednak wykonać „zadanie” do końca i sama przeprowadzić pertraktacje z łasym na pieniądze, jak mówiono, pilnującym więzienia żandarmem.

 

Po spędzeniu dnia w Racławicach u rodziny Mireckich, około godz. 10-tej weszłam do willi w Stalowej Woli, w której mieściło się gestapo. W pokoju na pierwszym piętrze siedział starszy żandarm, którego wygląd odpowiadał wcześniejszym informacjom. Opowiedziałam mu wymyśloną przez siebie historie, że jestem narzeczoną Adama Mireckiego (Niemcy ustalili już jego tożsamość), ukochany przed kilku tygodniami wyjechał ze Lwowa i wszelki ślad po nim zaginął, i że poszukując go wstępuję do każdego posterunku żandarmerii i do placówek gestapo celem zdobycia informacji o zaginionym. Dodałam przy tym, że gotowa jestem złożyć dużą sumę pieniędzy, by odszukać, a potem uwolnić narzeczonego (pieniędzy nie miałam przy sobie). W pierwszej chwili wydawało się, że Niemiec ulegnie moim namowom, ale po namyśle zadzwonił na gestapo. Błyskawicznie zjawili się dwaj młodzi oficerowie, którym raz jeszcze opowiedziałam moja bajeczkę. Zaczęło się wnikliwe przesłuchanie, w którym naturalnie powtarzało się pytanie, jak go poznałam, u kogo i co o nim wiem. Jedynym pomysłem, który mi przyszedł do głowy był tramwaj, bo – jak twierdziłam uparcie – codziennie jeździliśmy do pracy tym samym tramwajem, rozmawialiśmy ze sobą, aż w końcu doszło do miłości. Patrzyli na mnie jak na osobliwą zjawę, tym bardziej, iż byłam ubrana „elegancko” jak na ich zwykłe ofiary, dziewczyny z okolicznych wiosek. Przyprowadzili wreszcie „Adasia”. Na mój widok osłupiał. Patrzył na mnie przerażony, nie mogąc zrozumieć, skąd się tu wzięłam. Nie przyznawał się, że mnie zna. Ja po biciu, nie hamując łez, powtarzałam, że płaczę ponieważ on nie przyznaje się do znajomości, bo pewno mnie nie kocha.

 

Po jakichś dwóch godzinach sprowadzono mnie do piwnicy, było w niej całkiem ciemno, brakowało choćby najmniejszego okienka. Czułam  jednak, że jest w niej wiele kobiet. Nie wiedziałam gdzie i jak mogę usiąść. Nikt nie odpowiadał na moje pytania. Bali się nowej, nieznanej osoby spoza swego środowiska. Dopiero po dłuższym czasie odezwała się jakaś stara kobieta, a za nią inne młode dziewczyny. Dowiedziałam się, że zostały w ostatnich dniach zgarnięte przez gestapo za pomoc partyzantom. Wieczorem zobaczyłam je wszystkie, gdy Niemcy pod pozorem wszy urządzili sobie zabawę, każąc nam wszystkim spacerować nago pod tuszem. Miały ślady bicia, rany, każdy ruch sprawiał wielu ogromny ból.”

Po około dwóch tygodniach w celi stalowowolskiego Gestapo, Jadwiga Nowak-Przygodzka została przewieziona do więzienia w Jarosławiu, a następnie w marcu 1944 roku trafiła do Tarnowa, gdzie ponownie w kwietniu 1944 roku napotkała Adama Mireckiego. Tak opisała ponowne spotkanie ze swoim komendantem:

„Pod koniec kwietnia nagle zaprowadzono mnie do kancelarii więziennej, gdzie stał „Adaś”. Tym razem to ja osłupiałam na jego widok. Był bardzo blady, mizerny i jak czułam, starał się ze wszystkich sił nie reagować na mój widok. Kazali mi się do niego zbliżyć, po czym skuto nas razem kajdanami i żandarm jakiejś niskiej rangi wyprowadził nas z więziennego budynku na ulicę. Bez słowa doszliśmy do dworca, gdzie kazał nam wsiąść do stojącego na stacji osobowego pociągu Tarnów-Kraków, wypełnionego tłumem pasażerów, głównie z podmiejskich wsi. Usadowił nas w przedziale, a sam stanął w drzwiach. Miał nas na oku i mógł słyszeć każde słowo. Tyle mieliśmy sobie do powiedzenia, ale słowa więzły gardle. Komendant czuł się winny jako „przyczyna” mego pobytu w więzieniu, ja zdawałam sobie sprawę, że skucie ze mną uniemożliwia mu wyskoczenie z pociągu i ucieczkę, jak to już czynił wcześniej. Rozmowa ograniczyła się do kilku pytań o zdrowie, mojego zapewnienia, ze nic mi nie dolega, a jego prośby, żebyśmy się o niego nie martwili – to było wszystko. W Krakowie żandarm, który cały czas starał się zrozumieć i zapamiętać tych kilka słów wypowiedzianych po polsku, dowiózł nas tramwajem do siedziby gestapo na Pomorskiej, skąd zostaliśmy odstawieni (już osobno) do więzienia na Montelupich. Nie zdążyliśmy nawet pożegnać się ze sobą.

Niemieckie obozy

Po tym kolejnym spotkaniu w więzieniu udało się wydostać na wolność Jadwidze Nowak-Przygodzkiej dzięki staraniom rodzinny, która przekupiła niemiecką straż więzienną. Natomiast dla komendanta ktp. Adama Mireckiego gehenna dopiero się rozpoczynała. W krakowskim więzieniu został skazany na obóz koncentracyjny Gross-Rosen w Rogoźnicy. Stamtąd został później przeniesiony do obozu Fünfeichen koło Wrocławia. W niemieckim Fünfeichen był grupie 5000 więźniów, którzy pracowali w fabryce Kruppa, i którym od 20 do 24 stycznia Niemcy urządzili w mrozie i bez jedzenia morderczy marsz z powrotem do Gross-Rosen. Po powtórnym przybyciu do Gross-Rosen został w lutym załadowany do otwartego wagonu kolejowego i przewieziony w głąb w III Rzeszy na stojąco do Nordhausen w górach Harcu. Z Nordhausen został następnie zapędzony do obozu KL Mittelbau-Dora, skąd później trafił do obozu w Neuengamme koło Hamburga. Później jeszcze z obozu Neuengamme trafił do ostatniego niemieckiego obozu na swojej drodze, był to obóz w Bergen-Belsen, gdzie 15 kwietnia 1945 roku doczekał wyzwolenia przez wojska brytyjskie i kanadyjskie.

Powrót do nowej komunistycznej Polski

Po morderczej gehennie w niemieckich obozach Adam Mirecki powrócił do Polski jesienią 1946 roku. W Polsce niestety czekali już na niego nowi oprawcy – komuniści z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Wkrótce trafił do komunistycznego więzienia i został skazany za przynależność do działającego tajnie Stronnictwa Narodowego (SN). Po ogłoszeniu wyroku przetransportowany został do więzienia we Wronkach, gdzie do 1949 roku odsiadywał niesprawiedliwy wyrok komunistów.

Adam Mirecki na zdjęciu operacyjnym UB 1946 r.

Skazany na śmierć

Adam Mirecki po kilku latach zdołał wyjść na wolność. Niestety nie trwało to długo, bo już w październiku 1952 roku ponownie został aresztowany przez komunistyczną bezpiekę, która tym razem zdołała skazać Go na karę śmierci. Adam Mirecki nie odzyskał już nigdy wolności. Wyrok komuniści wykonali 24 października 1952 roku w celi straceń więzieniu na Mokotowie w Warszawie (obecnie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy Rakowieckiej 37).

Odnaleziony przez IPN po 66 latach

Przez prawie 66 lat miejsce pochówku Adama Mireckiego było nieznane. W 2017 roku podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych przez IPN w Kwaterze „Ł” na Cmentarzu Wojskowym warszawskich Powązek, badacze natrafili na szczątki, które później okazały się być szczątkami Adama Mireckiego. Po pozytywnym zidentyfikowaniu, w październiku 2018 roku notę identyfikacyjną otrzymała jego jeszcze żyjąca wówcza młodsza siostra Maria Mirecka-Loryś (zmarła w 2022 r.).

Szczątki Adama Mireckiego wraz z innymi zidentyfikowanymi żołnierzami antykomunistycznej konspiracji uroczyście pochowane zostały 23 września 2019 roku na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach.

Upamiętniony w Warszawie i Racławicach

Tablica poświęcona jego pamięci znajduje się na kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, w pobliżu grobu zamordowanego przez komunistów księdza Jerzego Popiełuszki.

W rodzinnych Racławicach na Podkarpaciu, gdzie spoczywają rodzice i inni członkowie rodziny, na rodzinnym grobie zamontowana jest tabliczka wspominająca Adama. Tabliczkę zamontowała jego siostra Maria Mirecka-Loryś.

Wspomnienia kolegi

Po wojnie jego kolega z konspiracji Zbigniew Nowosad tak skwitował Adama:

„Był to jeden z najpiękniejszych ludzi polskiego podziemia, jakiego znałem. Spokojny, opanowany, fizycznie bardzo silny, średniego wzrostu, krępy, mocno zbudowany, o pięknych wyrazistych piwnych oczach, małomówny – był wcieleniem siły, spokoju równowagi psychicznej i niezachwianej wiary połączonej z miłością Ojczyzny. Czysty, kryształowy człowiek. Człowiek o kmicicowskich wyczynach konspiracyjnych, dużym szczęściu, ale i nieskłonny do ryzykanckich posunięć.”

Cześć Jego Pamięci!

 

MW / MKDAK

Bibliografia: Archiwum Muzeum Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej (w organizacji), Maria Mirecka-Loryś „Odszukane w pamięci”, Maria Rehorowska „Rozwadów nad Sanem i Charzewice w konspiracji antyniemieckiej i antysowieckiej”.

© 2016-2026 MKDAK. Wszelkie Prawa zastrzeżone. Kopiowanie tekstów, zdjęć lub filmów bez zgody zabronione!

aktualizacja 9.1.26

Muzeum Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej (w organizacji)