Pamięć o lipcu 1943 (Pacyfikacji północnego Podkarpacia)

Płonące domy w Majdanie Golczańskim podczas pacyfikacji w lipcu 1943 r. (fot. Tomasz Sagan)

W październiku 2017 r. prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę, która ustanowiła 12 lipca świętem narodowym. Jest to Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej. Ustawa została przyjęta przez Sejm pod koniec września 2017 r. jednogłośnie. Oddaje ona cześć i hołd mieszkańcom wsi, za ich patriotyczną postawę w czasie II wojny światowej.

12 lipca nawiązuje do mordu, jakiego Niemcy dokonali na mieszkańcach świętokrzyskiej wsi Michniów 12 i 13 lipca 1943 r. Odwołuje się również do masowych mordów 11 lipca 1943 roku dokonanych przez Ukraińców z UPA na mieszkańcach polskich wsi na Wołyniu. Lipiec 1943 roku był również tragiczny dla naszego regionu (Północnego Podkarpacia).

Mordowanie Zasania

Lipiec 1943 roku zawisł czarną chmurą nad Zasaniem (powiat Niżański, wówczas woj. Lwowskie, dziś Podkarpackie przyp. red.). Śmierć spadła na wsie położone w lesie i przy jego brzegach. Pierwsza wielka niemiecka akcja pacyfikacyjna nosiła kryptonim „Werwolf” (Wilkołak) i trwała od 27 czerwca do 11 lipca 1943 roku. Przeprowadzono ją głównie pułkami ze 154. i 174. rezerwowych dywizji Wehrmachtu, a akcją dowodził bezpośrednio dowódca policji porządkowej w Generalnym Gubernatorstwie gen. policji Herbert Becker. Zamierzeniem Niemców było zniszczenie partyzantki, która ze względu na wielkie połacie lasów miała sprzyjające warunki do działania. Ponadto szło o wyłapanie i wywiezienie na roboty do Rzeszy kilkudziesięciu tysięcy ludzi.

Pacyfikacja była okrutna. We wsiach mordowano niewinnych ludzi, zwłaszcza uciekających przed niemiecką obławą i skrywających się w lesie i domostwach. Pacyfikacja na niżańskim Zasaniu zaczęła się 9 lipca 1943 roku i trwała kilka dni. Tego dnia żołnierze Wehrmachtu z udziałem esesmanów spacyfikowali Jarocin. Gdy tylko przybyli do wsi, wypędzili ludność z domów na plac przed kościołem, mordując w tym czasie 22 mężczyzn. Od kul zginęli wówczas: Ignacy Bielak, Kazimierz Łopacki, Marcin Cieśla, Zygmunt Gajewski, Walenty Karkut, Stanisław Kiełb, Antoni Lech, Marcin Łyda, Józef Małys, Andrzej Nalepa, Józef Ostrowski, Marian Ostrowski, Jan Pikuła, Władysław Pikuła, Franciszek Piotrowski, Andrzej Piskorski, Jan Romaniak, Ludwik Różański, Antoni Szabat, Stanisław Ślusarczyk, Józef Węgliński, Karol Wołoszyn. Przed kościołem Niemcy dokonali selekcji, spośród spędzonych wybrali 60 mężczyzn w średnim wieku, którzy nadawali się do robót w Niemczech. Pieszo pognali ich do obozu w Budzyniu koło Kraśnika, skąd po kilku dniach około 50 osób wywieziono na przymusowe roboty do Niemiec, a ułomnych zastrzelono. Niektórzy znaleźli się w obozie koncentracyjnym, skąd już nie powrócili. Z obozów nie powrócili: Stanisław Czerepak, Józef Herdzik, Piotr Łyda, Albin Oleksak, Józef Ostrowski, Walenty Tęcza, Franciszek Zawiło. Okazało się, że przyczyną pacyfikacji było oskarżenie o współpracę z partyzantami.

Palono domostwa i ludzi

W tym samym czasie co Jarocin, Niemcy okrążyli Majdan Golczański, Mostki, Golce i Domostawę oraz kilka mniejszych miejscowości. Uznali, że paląc domostwa, zabijając mieszkańców, innych zsyłając do obozów oraz porywając ludzi na roboty do Rzeszy, pozbawią oparcia działającą na tym terenie partyzantkę. Z ludnością postępowali z wyjątkowym okrucieństwem. Palono domy, zabudowania gospodarcze, a niejednokrotnie ludzi bez wyjątku czy to dzieci, kobiety czy mężczyźni. W Majdanie Golczańskim spalono 27 osób i kilkadziesiąt zabudowań. Tę straszną śmierć ponieśli: Aniela Podpora i jej dwoje dzieci Zofia i Maria, Leokadia Oleksak, Maria Grzebieniak i jej dziecko, Aniela Pieróg i jej dziecko, Paulina Tęcza, Edward Tęcza, Józef Tęcza, Katarzyna Szkutnik, Franciszka Szkutnik, Kazimierz Szkutnik, Maria Szkutnik, Tekla Kwaśnik, Salomea Kwaśnik, Piotr Kwaśnik, Bronisława Kwaśnik i jej czworo dzieci – Anna, Emilia, Krystyna i Julia, Franciszek Smutek, Jan Siembida, Jan Łach, Jan Szwaja, Maria Jasieńko. Niemcy rozstrzelali w tym samym dniu dziesięć osób. Zginęli od kul: Maria Łach, Jan Łach, Józef Dworak, Józef Łebko, Tomasz Szabat, Antoni Czuchajda, Józef Kruk, Marcin Ostalski, Mikołaj Pierścionek, Mazurek. Część mieszkańców Majdanu Golczańskiego zabrano na roboty do Niemiec, innych zaś umieszczono w obozach, w których ośmiu zmarło. Z obozu nie wrócili: Antoni Nawój, Józef Śnieg, Jan Wojtyło, Tomasz Olszówka, Walenty Czerepak, Tomasz Granowicz, Ignacy Wolanin i Józef Czuchajda. Nie oszczędzono Mostków, niewielkiej wsi leżącej wśród lasów. Spalono tu ponad pięćdziesiąt gospodarstw, w płomieniach zginęła część mieszkańców. Niektórzy padli od kul przy swoich domach. Niemcy podejrzewali ludność Mostków o sprzyjanie i pomoc partyzantce. W czasie pacyfikacji 9 lipca 1943 r. stracili życie: Agnieszka Chudy, Michał Flis, Adolf Grzęśko, Wojciech Siembida, Franciszek Habuda, Bronisław Jeż, Ludwik Jeż, Franciszek Krawiec, Jan Kudyba, Jan Karaś, Tomasz Małys, Stanisław Maziarz, Stanisław Maziarz s. Leona, Marcin Maziarz, Józef Milczek, Michał Oleksak, Mikołaj Pac, Stanisław Pawłowski, Albin Podpora, Antoni Podpora, Edward Podpora, Wojciech Podpora, Antoni Powęska, Antoni Serafin, Stanisław Soja, Piotr Szewczyk, Andrzej Wilk, Michał Żaba.

W pobliżu Jarocina leżała niewielka wieś – Szyperki. 10 lipca tę wieś spacyfikowano, choć nie na taką skalę jak Majdan Golczański czy Mostki. Spalono również kilka zabudowań, 10 osób zabrano do Budzynia, gdzie Jan Martyniuk został zamordowany. Mieszkańcy Szyperek: Franciszek Gumiela, Stanisław Gumiela, Kazimierz Oleksak, Michał Siembida, Karol Wołoszyn, Aleksandra Małys, Filip Martyna zostali zastrzeleni na miejscu. Tego samego dnia Niemcy pacyfikowali Zdziary. Wypędzali mężczyzn z domów, około 30 zgromadzili w szkole, a następnie wywieźli do obozu. Na miejscu został zabity Florian Maślach, w obozie zginęli: Piotr Mulawka, Wojciech Słomiany i Walenty Walczak.

Dwa dni pacyfikacji

W pacyfikacyjnym kordonie 9 i 10 lipca znajdowały się Kurzyna i Golce. Rano 10 lipca oddziały Wehrmachtu i SS okrążyły Kurzynę Małą, Kurzynę Średnią i Wielką oraz pobliskie Golce. Z tych wsi 50 ludzi wywieziono do Budzynia, potem większość trafiła na roboty w Niemczech. Czterej mieszkańcy Kurzyny: Marcin Pachla, Jan Rusinek, Antoni Penc i Marcin Gutka zostali zamordowani na Majdanku. W Kurzynie Małej spalono żywcem Stanisławę Garbacz, zastrzelono Wojciecha Torbę; w Kurzynie Średniej zabito Jana Hanka, Józefa Głaza, w Kurzynie Wielkiej zginęła rodzina: Piotr Bieńko, jego żona Helena i syn Jan. W wyniku pacyfikacji z kurzyńskiej parafii zginęli również Józef Garbacz, Wojciech Gutka, Jan Koza i Józef Siembida. Niemcy spalili kilka zabudowań.

Dla Golców ten dzień był szczególnie okrutny. Niemcy spalili sześć domów, w ogniu zginęło kilka osób. Została zamordowana cała rodzina Bieńków; ojciec Bronisław, żona Barbara i troje dzieci Cecylia, Jan i Helena. We wsi zginęli Jan Szczęszek, Marian Oleksak, Franciszek Głaz i jego syn Jan, Stanisław Bieńko, Adam Olszówka, Paulina Olszówka, Weronika Cudziło i jej jednomiesięczne dziecko – Helena, Stanisław Karkut, Józef Ostrowski, Jan Ostrowski, Jan Siembida, Roman Garbacz, Jan Cudziło, Helena Ostrowska, Józef Cudziło, Stanisław Dąbrowski, Hieronim Siembida.

Z przysiółków gromady Mostki – Jerze, Deputaty i Sokale Niemcy wymordowali piętnaście osób. Zabili wówczas Marcina Bielaka, jego żonę – Anielę i dzieci – Michała, Antoniego oraz służącą Magdalenę Przytułę, Michała Chudego, Helenę Chudy, Katarzynę Jeż, Paulinę Jeż, Władysława Jeża, Ludwika Flisa, Macieja Wołoszyna, Władysława Serafina, Michała Trykę, Walentego Pawłowskiego.

Przez dwa dni 9 i 10 lipca pacyfikowano Katy i Domostawę. W pierwszym dniu w Katach zastrzelono Stanisława Jachima i Stanisława Szczębarę, spalono także kilka zabudowań. W drugim zaś policja niemiecka i żołnierze Wehrmachtu zastrzelili Antoniego Kutyłę, Grzegorza Kutyłę, Jana Kutyłę, Katarzynę Kutyłę, Stanisława Kutyłę, Tomasza Kutyłę i Adama Mula. W czasie pacyfikacji wsi Niemcy natrafili na ukrywających się Żydów, których na miejscu zabili. Zginęli wówczas: Kreindla Graff, Maria Graff, Ryfka Graff, Chim Habler, Gitla Habler. W tym samym czasie Niemcy w Jastkowicach zatłukli pałami, a następnie powiesili Żyda Josefa Szlamkę. W Domostawie zastrzeleni zostali: Roman Bury, Stanisław Cichoń, Mateusz Cieśla, Wojciech Głuszak, Franciszek Kubasiewicz, Jan Marcinek, Jan Paleń, Antoni Siembida.

W Zarzeczu inaczej

Inaczej wyglądała pacyfikacja Zarzecza. Oto opis jednego ze świadków pacyfikacji – Józefa Młynarskiego z Zarzecza: W Zarzeczu Niemcy wyłapywali wszystkich mężczyzn od 16 roku życia. Punkt zborny znajdował się w pobliżu szkoły. Zebrano nas około 170 osób. Starszych po sześćdziesiątce wypuścili, puszczono też sołtysa. Pozostałych ustawiono czwórkami i poprowadzono do przysiółka Kudelki. Tu nas zatrzymano i wtedy zastanawialiśmy się czy będą nas rozstrzeliwać. Trzymali nas kilka godzin w wyrobisku po piasku, aż wreszcie przyjechał umundurowany jakiś niemiecki dygnitarz, kazał nam wstać i poprowadzono nas z powrotem do Zarzecza. (…) Załadowano nas na samochody, po pięćdziesięciu na każdym wozie i powieziono do Budzynia koło Kraśnika. Za Mordownią zbiegł jeden z zatrzymanych, nauczyciel z Maziarskich Krzaków. Strzelali za nim, ale go nie trafili. Zostało nas 156. Przykryto plandekami tak, że ledwie powietrze się dostawało. A było gorąco. Niech który próbował wychynąć na zewnątrz, zaraz niemiecki konwojent bił na odlew kolbą karabinu. W Budzyniu było nas około 5 tysięcy. Polski Komitet Opiekuńczy z Lublina organizował dla nas pomoc żywnościową. Głównie dostawaliśmy chleb i zupę, a od rodzin paczki. Czasem też były paczki z PKO. Do ich rozdziału wytypowano księży, bo im najbardziej ufaliśmy. Wcześniej w hali, w której nas zgromadzono, przebywali Żydzi, co było łatwo rozpoznać po napisach, jakie widzieliśmy na ścianach. Co się z nimi stało, nie mieliśmy pojęcia. Z początku Niemcy pilnowali całą halę na zewnątrz, później z karabinem maszynowym było dwóch Niemców w hali. Wyjście na dwór za własną potrzebą odbywało się prawie na komendę. Przy wychodzeniu przeważnie bito nas i kopano. To samo zdarzało się, gdy siedzieliśmy w latrynie. Wreszcie nastał czas sądu wojennego. Każdego przesłuchiwano. „Widziałeś bandytów?” „Nie”. „Sam jesteś bandytą”. „Nie” „Pokaż ręce!” Tych, co mieli gładkie dłonie, kierowano do kąta, a o spracowanych kierowano do innej grupy. Potem przyjechał lekarz, kazano się rozebrać do naga. Wtedy odbywało się badanie kwalifikacyjne. Lekarz znakomicie mówił po polsku. Któryś kulawy zaczął protestować, że on do roboty się nie nadaje. Ten lekarz powiedział, żeby dziękował Bogu, że stąd go zabierają. Arbeitsamt z Lublina wziął nas pod kuratelę. Przewieziono nas, zakwalifikowanych, do Lublina, tam nakarmiono kaszą i kawą, a po paru godzinach wysłano pociągiem przez Warszawę do Schneidemühle, czyli do Piły. Tam był pierwszy przystanek, mogliśmy wyjść za własną potrzebą, ale cały czas Niemcy czuwali z bronią gotową do strzału. Wiem, że część ludzi z Budzynia, głównie starszych, wysyłano do Zwierzyńca i tam ich wykończyli. Z Zarzecza ze Zwierzyńca nie wrócili: Kasper Młynarski – zastrzelony, Józef Maziarz został zamordowany jeszcze w Budzyniu. W Zwierzyńcu z naszej parafii zastrzelono jeszcze Antoniego Maziarza. (…) Kilka osób wróciło z Budzynia, np. nauczyciel z Zarzecza – Jakub Baranowski. Z Budzynia wywożono też ludzi do Majdanka. Dużą grupę wysłano do fabryki pocisków rakietowych do Peenemünde. Tam się i ja dostałem.

Dla tych, co znaleźli się w Peenemünde, los nie był łaskawy, ponieważ w nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 roku alianci zbombardowali fabrykę i baraki, w których mieszkali przymusowi robotnicy. Z Zarzecza wówczas zginęli od bomb: Józef Szoja, Antoni Sroka, Antoni Szkutnik, Jan Szkutnik, Józef Szkutnik, Antoni Byra, Walenty Świeca, Michał Maziarz, Wojciech Maziarz, Stanisław Trzuskot, Józef Piekut, Jan Maziarz, Jan Wołoszyn, Antoni Szkutnik. Rany odnieśli: Julian Członka i Julian Sroka. Cało wyszedł Józef Młynarski. Pacyfikacja w Zarzeczu i Hucie Deręgowskiej odbywała się 10 lipca 1943 r. Na miejscu w Hucie Deręgowskiej Niemcy zastrzelili Jana Dziechciarza, Franciszka Piekuta, Józefa Pałkę, Wojciecha Rzujca i Stanisława Sieka, a w Zarzeczu zginęli: Michał Ostrowski, Wawrzyniec Szoja, Antoni Maziarz, Jan Dudzic i Wojciech Słota.

Najmniej ofiar poniosły rejony Zasania położone przy samym Sanie. Z Bielin, Ulanowa, Wólki Tanewskiej, Jastkowic, Pysznicy Niemcy porywali ludzi i wywozili ich na roboty. Część brańców zwolniono, głównie z parafii ulanowskiej, a także księży m.in. Władysława Szubargę z Pysznicy, Adama Iwińskiego z Domostawy i Ludwika Kordyla z Jastkowic za wstawiennictwem kurii lubelskiej. W Wólce Tanewskiej 10 lipca Niemcy zabili Jana Bąka. Z tej wsi wzięty do obozu Bolesław Maziarz zmarł na stacji kolejowej w Lublinie. Z Jastkowic w czasie niemieckiej obławy zginął Kazimierz Nalepa.

Z parafii jastkowickiej zabrano do Budzynia prawie 200 osób, gdzie na miejscu w obozie zostali zastrzeleni: Józef Sęk i Stanisław Pelic. Z robót w Niemczech nie wrócili: Józef Dołowy, Jan Ligęza, Michał Ozga, Paweł Dziuba, Andrzej Ludian. Natomiast zwolniony z obozu w Zwierzyńcu Wincenty Kusiowski zginął w Lipie w czasie powrotu do domu. Został zastrzelony przez Niemców wraz z trzema towarzyszami drogi z Pysznicy: Antonim Sudołem, Mikołajem Łopaciuchem i Kapuścińskim. Tylko z rejonu Domostawy, Jarocina, Kurzyny, Pysznicy, Jastkowic, Zarzecza, Ulanowa Niemcy zabrali na roboty do Rzeszy prawie tysiąc ludzi.

Kiedyś na centralnym placu w Nisku stał pomnik zwycięstwa, na którym m.in. umieszczono nazwy spacyfikowanych wsi Zasania. Dziś tych napisów nie ma, zgasła pamięć o ofiarach lipcowej pacyfikacji. W Nisku pomnik zwycięstwa zamieniono na pomnik wdzięczności z ogólnikowym napisem: Synom i córkom Ziemi Niżańskiej poległym i pomordowanym w walce o niepodległość w latach 1939-1956 z wielką czcią. Rodacy. O spacyfikowanych wsiach niżańskiego Zasania nie ma słowa.

Dionizy Garbacz

zródło: Dionizy Garbacz / Tygodnik SZTAFETA

© COPYRIGHT 2016-2019 Fundacja KEDYW. Wszelkie Prawa zastrzeżone. Kopiowanie tekstów, zdjęć lub filmów bez zgody Fundacji KEDYW zabronione!


Pierwsze w Polsce Muzeum Kedywu – elitarnego pionu dywersyjnego Armii Krajowej powstaje z inicjatywy Fundacji KEDYW. Nasza działalność opiera się na wolontariacie i darowiznach ludzi dobrej woli. Bez twojego wsparcia nie osiągniemy celu! WESPRZYJ NAS!

Wesprzyj i zostań Patronem Muzeum Kedywu poprzez serwis Patronite:


Lub przelewem bankowym na konto:

Konto bankowe: SANBank Nadsański Bank Spółdzielczy
Nr konta: 05 9430 0006 0046 7597 2000 0001
KOD SWIFT: POLUPLPR
Lub bezpiecznie kartą płatniczą przez system płatności PayPal