Wielka wsypa! – Jak Gestapo wpadło na trop Kedywu w Rozwadowie

17 maja 1944 roku Niemcy aresztowali w Rozwadowie (obecnie dzielnica Stalowej Woli) żołnierza AK Zbigniewa Gogojewicza ps. „Ostoja”. Kilka godzin później, po brutalnym śledztwie, Niemcy zdołali go złamać. Skatowany w siedzibie Gestapo w Stalowej Woli Gogojewicz zdradził żołnierza Kedywu Czesława Kamińskiego ps. „Leszek”, „Głaz”, co spowodowało, że jeszcze tej samej nocy, przed świtem, pod budynkiem przedwojennego kina w Rozwadowie, gdzie Armia Krajowa miała tajną bazę Kedywu, zjawiło się dwóch gestapowców w poszukiwaniu „Leszka Kamińskiego”.
Kiedy Niemcy zastukali nad ranem 18 maja do drzwi dawnego kina, gdzie na strychu ukryta była tajna baza Kedywu krypt. „Górka”, drzwi otworzyła mieszkająca na parterze Janina Kalarus ps. „Jasia”. Gestapowcy zapytali o „Leszka Kamińskiego”, a Janina odpowiedziała krótko: „Taki tutaj nie mieszka!”. Wyjaśniła im jeszcze, że owszem, mieszka w budynku osoba o tym nazwisku, ale to Czesław Kamiński. Na dowód przedstawiła obowiązkową książkę meldunkową mieszkańców kamienicy, która potwierdzała ten fakt. Oczywiście chodziło o tę samą osobę — Czesława, który wśród znajomych i kolegów z konspiracji znany był z pseudonimów „Leszek” oraz „Głaz”. Janina miała tego świadomość i liczyła, że to może Niemcom wystarczy i uda się ich zwieść.
Gestapowcy, zdezorientowani, postanowili zweryfikować informacje o poszukiwanym mężczyźnie i poszli na pobliski dworzec kolejowy, aby zatelefonować do siedziby Gestapo w Stalowej Woli. W areszcie Gestapo trwało w tym czasie przesłuchanie aresztowanego kilka godzin wcześniej Zbigniewa Gogojewicza ps. „Ostoja”. Gogojewicz podczas brutalnego śledztwa został złamany i zdradził Niemcom „Leszka Kamińskiego”. Kiedy gestapowcom telefonicznie potwierdzono podczas przesłuchania Gogojewicza, że chodzi o tę samą osobę, błyskawicznie wrócili do dawnego kina w poszukiwaniu Czesława „Leszka” Kamińskiego.
Alarm w bazie

W czasie, gdy Niemcy poszli skorzystać z telefonu na dworcu, Janina Kalarus zaalarmowała o „wizycie” mieszkające na pierwszym piętrze łączniczki Kedywu — siostry Zofię i Krystynę Skowron. Obie, zdając sobie sprawę z zagrożenia, błyskawicznie podjęły działania i podzieliły się zadaniami. Zofia Skowron ps. „Joanna” natychmiast potajemnie wyszła bocznymi drzwiami i pobiegła na pobliski rynek, do domu dowódcy rozwadowskiej placówki AK krypt. „Wilcze Łyko”, aby zaalarmować o wizycie Gestapo w bazie Kedywu. Jej siostra Krystyna ps. „Grażyna” w tym samym czasie pobiegła na strych do lokalu Kedywu, aby ostrzec przebywających tam pięciu żołnierzy.
Dowódca Stanisław Bełżyński ps. „Kret” zarządził natychmiastowy alarm. Wszyscy zaczęli się ubierać i ukrywać na strychu kompromitujące dokumenty oraz broń.
Drugie podejście Gestapo
Na bezpieczną ucieczkę niestety nie było już czasu. Gestapowcy szybko wrócili i, będąc już pewni, kogo poszukują, od razu wdarli się do budynku oraz rozpoczęli przeszukiwanie kamienicy. Chwilę później dwóch funkcjonariuszy Gestapo wtargnęło na strych i rozpętała się strzelanina. W tym momencie czekali już na nich przygotowani żołnierze Kedywu.
Choć dowódcy „Kretowi” zacięła się broń, czterech obecnych z nim żołnierzy powstrzymało ogniem wejście Niemców na strych. Ostrzeliwani gestapowcy, nie trafieni, zaczęli się wycofywać i zbiegać schodami w dół, a za nimi ruszyli żołnierze Kedywu. Pierwszy z grupy Stanisław Korfel ps. „Korski”, wychylając się na schodach do strzału, został ranny od niemieckiego ognia, jednak rana okazała się niegroźna.
Kiedy gestapowcy zbiegli na dół, żołnierze Kedywu podjęli próbę wydostania się przez otwór wentylacyjny do sali kinowej, jednak okazał się on zbyt trudny do sforsowania. Nie było już czasu. W momencie, gdy wydawało się, że Niemcy wycofali się na parter, żołnierze zeszli piętro niżej i przez drzwi balkonowe zaczęli skakać z balkonu do sali kina na parterze.
Za żołnierzami Kedywu drzwi balkonu zamknęły Krystyna Skowron i jej matka Maria, która również przebywała wtedy w mieszkaniu. Krystyna przetoczyła pod drzwi stojącą w holu beczkę z kapustą, a następnie wraz z matką wydostała się bocznymi drzwiami z budynku. Niezauważone przez Niemców kobiety zniknęły między domami.
Wydostanie z okrążenia
Wszystkim żołnierzom Kedywu obecnym tego dnia w bazie udało się zeskoczyć z balkonu do sali przedwojennego kina. Czesławowi Kamińskiemu ps. „Głaz”, Stanisławowi Korfelowi ps. „Korski” i Zygmuntowi Kajzerowi ps. „Mały” udało się wydostać z budynku i bezpiecznie zbiec do pobliskich Charzewic, gdzie się ukryli.
Dowódca Kedywu, oficer dywersji Stanisław Bełżyński ps. „Kret”, nie podjął jednak tego samego planu ucieczki przez ogród sąsiedniego domu. Kiedy wyskoczył przez okno kina jako drugi za „Głazem”, skręcił w przeciwnym kierunku i pobiegł w stronę dworca kolejowego, oddając serię strzałów w kierunku Niemców. Przeskoczył niewielki parkan i na chwilę schował się na tyłach budynku dworca. W ten sposób „Kret” prawdopodobnie chciał odwrócić uwagę Niemców, aby jego żołnierze mogli bezpiecznie wyjść z okrążenia.
Gdy wydawało się, że jest bezpieczny, „Kret” postanowił przeskoczyć tory stacji kolejowej i pobiegł w stronę oddalonego o kilkaset metrów lasu. Niestety, na jednym z torów bocznicy stał pociąg z niemieckim wojskiem. Kiedy żołnierze zauważyli biegnącego mężczyznę, otworzyli ogień. Niemieckie kule dosięgły Stanisława Bełżyńskiego „Kreta”, który zginął na miejscu.
Ostatni nie wyskoczył
Piątym i ostatnim z żołnierzy przebywających tego dnia w bazie był Stanisław Szumielewicz ps. „Kryspin”. Jako jedyny nie wyskoczył z okna sali kinowej razem z pozostałymi. Nie wiadomo, czy słysząc na zewnątrz ostrzeliwującego się „Kreta”, zawahał się, czy też może doznał poważnej kontuzji po skoku z wysokiego balkonu do sali kina i nie był w stanie kontynuować ucieczki. Co dokładnie spowodowało, że „Kryspin” został w kinie, do dziś pozostaje niejasne.
Z powojennych relacji świadków wiadomo, że gdy do sali kina wtargnęli Niemcy, zastali tam „Kryspina” i przestraszeni jego obecnością wrzucili do środka granat, który ciężko go ranił. Po akcji Niemcy rozkazali wyciągnąć Szumielewicza z kina i wezwali lekarza, aby go ratować. Oczywiście nie chcieli ratować „Kryspina”, by przeżył — zależało im jedynie na wydobyciu z niego informacji o kolegach i organizacji.
Ślad po nim zaginął
Do rannego „Kryspina” przybył dr Hieronim Krasoń, który również działał w AK. Lekarz został szybko sprowadzony ze swojego pobliskiego gabinetu. Widząc, że Szumielewicz znajduje się w stanie agonalnym i może umrzeć w każdej chwili, dr Krasoń podał mu dużą dawkę morfiny. Lek miał uśmierzyć ból i jednocześnie uniemożliwić ewentualne kompromitujące zeznania, które Niemcy mogliby próbować wymusić.
Kiedy Szumielewicz był już praktycznie konający, Gestapo załadowało go do samochodu i udało się z nim do Stalowej Woli. Prawdopodobnie przewieziono go do siedziby Gestapo, gdzie Niemcy mogli chcieć skonfrontować go z przechodzącym śledztwo Gogojewiczem. Jak zakończyło się życie „Kryspina”, nie wiadomo. Jeśli nie zmarł w drodze do aresztu, najprawdopodobniej został dobity przez Niemców i gdzieś potajemnie pochowany na terenie Stalowej Woli. Jego zwłok nigdy jednak nie odnaleziono, dlatego nie ma pewności, jak i kiedy dokładnie zginął.
Jedno jest pewne — po tragicznych wydarzeniach z 18 maja 1944 roku tajna baza Kedywu Armii Krajowej Obwodu Nisko–Stalowa Wola krypt. „Górka” w Rozwadowie przestała istnieć. Niemcom nie udało się jednak rozbić organizacji. Kilka dni później komendant obwodu rozkazał odtworzyć bazę Kedywu w Rudniku nad Sanem. Rozkaz został wykonany.
Kim był człowiek, który zdradził Kedyw?

Zbigniew Gogojewicz urodził się 10 lipca 1924 roku w Poznaniu (woj. wielkopolskie). Był synem śpiewaczki operowej Opery Poznańskiej Władysławy „Sławy” Gogojewicz z domu Budasz oraz urzędnika Państwowej Dyrekcji Kolei w Poznaniu Romana Gogojewicza. Miał młodszego brata Miłosza. W Poznaniu ukończył szkołę powszechną i uczęszczał do gimnazjum im. Ignacego Paderewskiego. Niemiecka agresja na Polskę w 1939 roku przerwała jego naukę.
Niemiecka okupacja
W 1939 roku rodzina Gogojewiczów została wysiedlona przez Niemców z domu przy ul. Półwiejskiej w Poznaniu, a ich mieszkanie przejęło niemieckie Gestapo. Ojciec Zbigniewa postanowił wyjechać z rodziną w rodzinne strony na teren ówczesnego województwa lwowskiego (obecnego województwa podkarpackiego), skąd pochodził. Po przybyciu do Rozwadowa Gogojewiczowie zamieszkali przy ul. Mickiewicza 24, a Zbigniew wkrótce rozpoczął naukę w Technikum Budowlanym w Jarosławiu.
Konspiracja antyniemiecka
Mieszkając w Rozwadowie podczas okupacji, Zbigniew Gogojewicz nawiązał kontakty z konspiracyjnym podziemiem dzięki znajomościom swojej matki Władysławy. Gogojewiczowie spotkali tam pochodzącego z Poznania Eryka Kandziorę — zegarmistrza, którego warsztat na rozwadowskim rynku służył jako punkt kontaktowy siatki wywiadu strategicznego Armii Krajowej.
Przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości Kandziora był żołnierzem POW i uczestnikiem Powstania Wielkopolskiego, podobnie jak matka Zbigniewa „Sława”. Znali się jeszcze z Poznania. W czasie okupacji Kandziora odpowiadał za organizację komórki wywiadu na terenie Rozwadowa i w pierwszej kolejności werbował ludzi, którym ufał. W ten sposób Zbigniew Gogojewicz został łącznikiem Kandziory w wywiadzie AK o kryptonimie „Wschód”.
Pod pseudonimem „Ostoja” służył w wywiadzie do września 1943 roku. Po zakończeniu działalności w wywiadzie, z nieznanych przyczyn, opuścił okolicę i działał w jednym z oddziałów na Lubelszczyźnie. Nadal jednak wracał do Rozwadowa, gdzie mieszkała jego rodzina.
Pewnego razu, gdy Gogojewicz przebywał w Rozwadowie, potrzebował bezpiecznej meliny do przyjęcia broni dla swojego oddziału. Zwrócił się wtedy do swojego dawnego kolegi z wywiadu Eryka Kandziory z prośbą o wykorzystanie jego lokalu. Kandziora się zgodził. Decyzja ta okazała się fatalnym błędem. Łącznik Gogojewicza, którego Kandziora nie znał, nie dość, że sam wpadł w ręce Niemców, to zdradził jeszcze Kandziorę oraz wysłańca Gogojewicza, po którego wkrótce przyszło Gestapo.
Aresztowanie i wsypa Kedywu
Zbigniew Gogojewicz został aresztowany przez Niemców 17 maja 1944 roku pod domem rodziców przy ul. Mickiewicza 24 w Rozwadowie wraz z kolegą z Przeworska Henrykiem Żelaznym ps. „Zbyszek”. Podczas próby ukrycia się przed Niemcami obaj podwiesili się na gzymsie tarasu, jednak Żelazny nie zdołał się utrzymać, spadł i złamał nogę. O ucieczce nie było już mowy.
Obaj zostali przewiezieni do siedziby Gestapo w Stalowej Woli, gdzie poddano ich brutalnemu śledztwu. Żelazny nikogo nie zdradził. Został wywieziony do Rzeszowa i wkrótce zginął w egzekucji.
Według relacji rodziny Niemcy podczas tortur wieszali Gogojewicza za wykręcone ręce, bili do nieprzytomności, a następnie pompowali mu wodę do uszu, co spowodowało trwałe uszkodzenie słuchu. Te brutalne metody ostatecznie go złamały. Według ustaleń regionalisty Dionizego Garbacza Gogojewicz zgodził się na współpracę, podpisał niemiecką listę konfidentów i w ten sposób ocalił życie.
Ustalenia wywiadu AK
Po aresztowaniu Gogojewicza i Żelaznego oraz wydarzeniach rozegranych później w bazie Kedywu dla Armii Krajowej było jasne, że zdradzić organizację mógł jedynie Gogojewicz. Dzień wcześniej, 17 maja 1944 roku, na terenie Stalowej Woli i Rozwadowa aresztowane zostały tylko dwie osoby — Gogojewicz i Żelazny. Żelazny nie był znany rozwadowskiej konspiracji, ponieważ pochodził z Przeworska, w przeciwieństwie do Gogojewicza, który wcześniej działał w miejscowym wywiadzie AK.
Podejrzenia o „sypanie” kilka dni później potwierdził sam wywiad Armii Krajowej. W meldunku z 23 maja 1944 roku z placówki AK krypt. „Wilcze Łyko” zapisano:
„W przeddzień akcji Gestapo na grupę dyw. aresztowany został „Ostoja”. W trzecim dniu po zamknięciu „Ostoi” Gestapo wydobyło z magazynów „Ostoi” paczkę amunicji, materiały wybuchowe, miny. Dla nas memento: „Ostoja” sypie!!!”
Z kolejnych meldunków wynikało, że wywiad AK miał coraz większą pewność co do postawy Gogojewicza. W meldunku z 12 czerwca 1944 roku zapisano:
„Tak jak przewidywaliśmy — „Ostoja” sypie! Wszelkie środki ostrożności zostają zachowane.”
W czerwcu 1944 roku Gogojewicz nadal żył i przebywał w więzieniu w Rzeszowie. O jego pobycie informowana była Komenda Okręgu Kraków AK. W meldunku kontrwywiadu Okręgu Kraków nr 13/14 z lipca 1944 roku zapisano:
„Zbigniew Gogojewicz z Rozwadowa, mimo figurowania na ostatniej liście rozstrzelanych, żyje i jest w więzieniu w Rzeszowie. Ma on b. sypać i dzięki temu obchodzą się z nim dobrze.”
Zdrada nie do końca popłaciła

Mimo podpisania listy konfidentów Zbigniew Gogojewicz nie odzyskał wolności. Wkrótce na Rzeszowszczyznę wkroczyła Armia Czerwona i Niemcy rozpoczęli odwrót na zachód, zabierając Gogojewicza ze sobą. Najpierw trafił do KL Pustków, następnie do KL Sachsenhausen w Oranienburgu, a ostatecznie do KL Bergen-Belsen.
Skrajnie wycieńczony doczekał wyzwolenia obozu 15 kwietnia 1945 roku przez wojska brytyjskie. Po kuracji dożywieniowej został przewieziony do obozu przejściowego w Wolterdingen, skąd 28 stycznia 1946 roku powrócił do Polski.
Zbigniew Gogojewicz był żonaty i miał troje dzieci. Zmarł na zapalenie płuc 17 września 1996 roku w Obornikach Śląskich w wieku 72 lat.
Opracowanie: Marek Wróblewski / Fundacja KEDYW
źródła: Archiwum Muzeum Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej (w organizacji), Archiwum Fundacji KEDYW, Dionizy Garbacz „Brunatne Lata”, „Stalowa Wola 1939-1945”, Stanisław Dąbrowa-Kostka „Hitlerowskie Afisze Śmierci”, Meldunki placówki AK krypt. „Wilcze Łyko”, Andrzej Zagórski „Dokumenty Okręgu Kraków AK – Dział Łączności Konspiracyjnej Zewnętrznej 1943-1945”, Dokumenty i zapiski rodzinny Gogojewiczów, St. Kowalewski „Od Walki– Do Pracy”, Relacja Czesława Kamińskiego, Relacja Janusza Homy ze wspomnień sióstr Skowron, Maszynopisy Krystyny Skowron-Gaj.
© 2016-2026 MKDAK. Wszelkie Prawa zastrzeżone. Kopiowanie tekstów, zdjęć lub filmów bez zgody zabronione!
aktualizacja 17.5.26
