14 czerwca 1940 r. do KL Auschwitz wysłany został pierwszy transport Polaków. Wśród nich był dowódca Kedywu Stanisław Bełżyński „Kret”

Niemcy prowadzący grupę polskich więźniów ulicami Tarnowa do stacji kolejowej, którzy tworzyli pierwszy transport więźniów do KL Auschwitz
Dziś przypada Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady. Dzień ten uchwalono w 66. rocznicę pierwszego masowego transportu polskich więźniów do KL Auschwitz. Wśród 728 Polaków w tym transporcie wywieziony został nasz bohater – późniejszy dowódca Kedywu AK Obwodu Nisko–Stalowa Wola por. Stanisław Bełżyński ps. „Kret”.
Setki tysięcy Polaków trafiło do niemieckich obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej, ale tylko nielicznym udało się z tych obozów wydostać żywym. Wśród tych nielicznych byli bohaterowie antyniemieckiej konspiracji jak rotmistrz Witold Pilecki czy nasz lokalny bohater – dowódca Kedywu AK Obwodu Nisko–Stalowa Wola Stanisław Bełżyński ps. „Kret”.
Aresztowania w ramach akcji AB
Stanisław Bełżyński aresztowany został przez Niemców 18 maja 1940 roku w Nisku (woj. podkarpackie) w ramach niemieckiej akcji AB (Intelligenzaktion). Wkrótce po tym przewieziony został i osadzony w więzieniu w Tarnowie (woj. małopolskie). Do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz Stanisław Bełżyński trafił słynnym pierwszym transportem, który Niemcy wysłali z Tarnowa 14 czerwca 1940 roku. Transport ten następnie przybył do Oświęcimia do rozpoczynającego działalność obozu. Po przybyciu Stanisław Bełżyński został sfotografowany i oznaczony numerem obozowym 581.

Matka wywalczyła zwolnienie
W KL Auschwitz Stanisław Bełżyński spędził prawie półtorej roku. W 1941 roku dzięki staraniom matki, która powołując się na zasługi swojego męża lekarza i dyrektora szpitala, ubłagała zwolnienie syna z obozu. Ojcu Mieczysławowi Bełżyńskiemu zawdzięczało życie i zdrowie wielu niemieckich żołnierzy, których leczył w okresie I wojny światowej. Dzięki zasługom ojca, matce udało się przebłagać Niemców i tak zgodzili się oni uwolnić Stanisława. Zdruzgotany i na skraju wykończenia Stanisław powrócił 24 listopada 1941 roku do rodziny do Niska, gdzie wówczas mieszkali. Powrót Stanisława wspominała po wojnie sąsiadka Stefania Pawlik-Buderawska w następujący sposób:
„Po aresztowaniu Bełżyńskiego, jego żona Krystyna z dwojgiem małych dzieci mieszkała po sąsiedzku u p. Gazdowej. Tam mieszkali, ale wyżywienie i opieka nad dziećmi należała do nas. Zostali wysiedleni, a raczej wyrzuceni z mieszkania w Poznaniu (…), cały ich dobytek mieścił się w dwóch walizkach i to składał się z książek. Byli bardzo sympatyczni, grzeczni, kulturalni, nigdy na swój los nie narzekali, nigdy o nic nie prosili, a gdy dzieliliśmy się z nimi wszystkim, czym mogliśmy – przyjmowali z wdzięcznością.
Stanisław Bełżyński niespodziewanie zjawił się w dzień św. Mikołaja w grudniu 1941 roku, kiedy paczuszki przygotowane przez moją Mamę dla wszystkich i dla p. Krystyny i jej dzieci, już zostały rozdzielone. Pamiętam, że każdy z nas oddawał część łakoci dla p. Stanisława, okropnie wychudzonego, wygłodniałego.
Wrócił z Oświęcimia, ale nie chciał ujawnić, jakim sposobem. Pamiętam również, że mój Ojciec zwrócił się do Bełżyńskiego, aby opowiedział, jak tam jest w obozie, w Oświęcimiu. Zapytany odpowiedział: Cokolwiek powiem – nie uwierzycie, więc proszę nie pytać. Jedno jest tylko pewne, że Niemcy już mnie żywego nie dostaną.
Dotrzymał słowa
„Stach”, jak nazywali go koledzy i członkowie najbliższej rodziny, dotrzymał słowa. Nie dał się Niemcom żywy. Zginął 18 maja 1944 roku, równo cztery lata co do dnia od aresztowania – podczas niemieckiej obławy na tajną bazę Kedywu Armii Krajowej ulokowaną w starym kinie w Rozwadowie (obecnie powstające Muzeum Kedywu).
W trakcie tej obławy Stanisław Bełżyński „Kret” zachował się jak walczący rycerz, osłaniając swoich żołnierzy. Dzięki jego wielkiemu poświęceniu stracił życie, ale uratował trzech podkomendnych, którzy bezpiecznie wydostali się z okrążenia. „Kret” wydostał się na zewnątrz budynku i podjął heroiczną próbę przebicia się przez dworzec kolejowy znajdujący się naprzeciwko konspiracyjnej bazy. Wybrał drogę przez stację, aby odwrócić uwagę Niemców i umożliwić swoim żołnierzom ucieczkę przez okno. Po oddaniu strzałów próbował przebiec przez teren dworca. Niestety tuż za torami zauważyli go niemieccy żołnierze z pociągu stojącego na bocznicy. Widząc biegnącego uzbrojonego człowieka, od razu otworzyli ogień. Stanisław Bełżyński „Kret” został trafiony kulą i zginął na miejscu, tuż za torami.
Cześć Jego Pamięci!
MW / MKDAK
© 2016-2026 MKDAK. Wszelkie Prawa zastrzeżone. Kopiowanie tekstów, zdjęć lub filmów bez zgody zabronione!
aktualizacja 13.6.26
