21 lipca 1942 r. Niemcy przeprowadzili akcję likwidacji ostatnich Żydów w Rozwadowie

Rozwadowscy Żydzi przed Ratuszem na Rynku w ’39 r. podczas pierwszej niemieckiej akcji wypędzenia z miasta (fot. zbiory Karola Karbarza)

Latem 1942 roku na terenie okupowanej Polski Niemcy przystąpili do realizacji akcji „Reinhardt”, stanowiącej główny etap „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” (niem. Endlösung der Judenfrage) w Generalnym Gubernatorstwie. Jej celem była zagłada ludności żydowskiej poprzez deportacje do specjalnie utworzonych obozów zagłady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince.

„Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” było elementem nazistowskiej polityki rasowej. Podczas konferencji w Wannsee pod Berlinem 20 stycznia 1942 r. najwyżsi przedstawiciele III Rzeszy skoordynowali sposób realizacji planu wymordowania Żydów znajdujących się pod niemiecką kontrolą. Pierwszym obszarem masowej eksterminacji stało się Generalne Gubernatorstwo, gdzie rozpoczęto akcję „Reinhardt”, która pochłonęła życie blisko dwóch milionów Żydów.

Akcja „Reinhardt” w Rozwadowie

21 lipca 1942 roku w Rozwadowie (obecnie historycznej dzielnicy Stalowej Woli) Niemcy przeprowadzili akcję likwidacji miejscowej społeczności żydowskiej w ramach akcji „Reinhardt”. Dzień wcześniej okupacyjne władze niemieckie rozplakatowały obwieszczenie nakazujące wszystkim Żydom stawić się następnego dnia na rynku.

21 lipca Niemcy zgromadzili ludność żydowską na rynku, gdzie przez kilka godzin prowadzili selekcję oraz brutalną akcję pacyfikacyjną. Osoby uznane za zdolne do marszu popędzono na pobliską stację kolejową i załadowano do wagonów towarowych transportu skierowanego do obozu zagłady w Bełżcu. Większość deportowanych została tam zamordowana bezpośrednio po przybyciu.

Akcja oczami świadka

Dramatyczne wydarzenia z 21 lipca 1942 roku opisał świadek tych wydarzeń – lekarz rozwadowskiej konspiracji dr Eugeniusz Łazowski ps. „Leszcz”, który wraz z żoną Marią (ps. „Murka”) oraz pielęgniarką Marią Jackowską obserwował przebieg akcji z okna swojego gabinetu (obecnie Rynek 23):

Nadszedł dzień 21 lipca 1942 roku. Do miasta zjechała żandarmeria niemiecka. Ogłoszono, że wszyscy Żydzi mają się zebrać na rynku. Wolno im wziąć ze sobą tylko tyle rzeczy, ile mogą udźwignąć.

Wychodzili ze swych mieszkań całymi rodzinami. Mężczyźni z tobołkami, młode kobiety z dziećmi, wychodzili starcy. Aż dziwno było, że tyle ludności żydowskiej znajdywało się w mieście. Wszystko to działo się pod naszymi oknami. Choć okna były zamknięte, słychać było niemieckie wrzaskliwe komendy i poganiania. Bili ludzi i kopali, zabijali tych, którzy upadli na ziemię.

Zgrają katów kierował mój były pacjent z „kawalerską chorobą”. Poznałem go i przypomniałem sobie nazwisko – Nowak. Wydawało się, że palcem, wśród tłumu, wskazuje siwe głowy i siwe brody, tym „palcem” była lufa rewolweru – pak – pak kończy się życie człowieka. Spostrzegł młodą Żydówkę z dzieckiem w wózku. Starała się ukryć w tłumie. Dobiegł do niej, kopnął wózek, dziecko wypadło na bruk. Obcasem zmiażdżył główkę dziecka…. Zbyt daleko to było, abym coś mógł usłyszeć, ale odczułem zgrzyt tego miażdżenia we własnej głowie…Niektórzy żandarmi nie strzelali, a kolbami karabinów rozbijali głowy starców i dzieci…

Zahipnotyzowani grozą patrzyliśmy, zza firanki na to, co się dzieje. Murka (Maria żona dr Łazowskiego, przyp. red.) i pani Maria osunęły się na kolana – „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie…” – słyszałem szept ich modlitwy wśród strzałów – pak, pak, pak…, jak klaśnięcia rąk.

Patrzyłem na żandarma – pacjenta. Wypatrywał w tłumie stare kobiety i starych mężczyzn, szukał także małych dzieci, aby je zabić. Wydawało mi się, że jeszcze słyszę głos: – „Gdyby doktor wiedział, co robiłem, to by mnie zabił”. (dr Łazowski przypomina sobie wcześniejszą rozmowę podczas wizyty Nowaka w jego gabinecie).

Gdyby nie pojedyncze strzały i poganiania, panowałaby cisza. Nie było słychać płaczu, jęków, narzekań, choćby nawet przekleństw lub histerycznej reakcji matek, którym zabijano dzieci. Nie było żadnego odruchu samoobrony…Szli ku stacji (kolejowej) pod hipnozą terroru… Przeszli.

Na rynku pojawiły się wozy. Kilku młodszym Żydom kazano na te wozy załadować zwłoki pomordowanych.

Wozy odjechały. Zapadła cisza na rynku, ale przerywana pojedynczymi strzałami. To Niemcy zabijali po domach starców, którzy usiłowali się ukryć. Ostatni strzał usłyszałem tuż za naszym ogrodem. Patriarcha, mój pacjent, został zastrzelony w łóżku. – pisał w swoich wspomnieniach po wojnie dr Eugeniusz Łazowski ps. „Leszcz”.

Czyszczenie miasta

W czasie, gdy niemieccy żandarmi i funkcjonariusze okupacyjnego aparatu terroru prowadzili akcję na rynku, do domów otaczających rynek oraz sąsiednich ulic skierowano patrole w poszukiwaniu osób, które z powodu wieku lub stanu zdrowia nie mogły stawić się na miejscu zbiórki. Wszędzie, gdzie odnaleziono osoby starsze lub niezdolne do marszu, mordowano je na miejscu.

Do uprzątnięcia ciał zamordowanych Żydów Niemcy wyznaczyli grupę tzw. junaków – młodych Polaków skierowanych do przymusowej pracy. Zwłoki przewożone były furmankami za stację kolejową, gdzie zostały pogrzebane we wspólnym dole. Miejsce to znajduje się na terenie częściowo zlikwidowanego przez Niemców cmentarza żydowskiego na terenie obecnej stacji kolejowej w Rozwadowie.

Po zakończeniu akcji likwidacyjnej na ulicach Rozwadowa praktycznie nie było już ludności żydowskiej w tym małym miasteczku. Z zachowanych relacji wiadomo, że kilku osobom udało się przeżyć dzięki pomocy udzielonej przez Polaków. Uratowano również co najmniej jedno żydowskie dziecko, które doczekało końca wojny ukrywane przez polską rodzinę. Ci, którzy zdołali przetrwać akcję, wkrótce opuścili Rozwadów. Po wojnie powróciło jedynie kilku Żydów, jednak żaden nie osiedlił się tu na stałe. Obecnie w Rozwadowie nie mieszka już żadna rodzina żydowska.

Likwidacja volksdeutscha Nowaka

Wspomniany przez dra Eugeniusza Łazowskiego gestapowiec-volksdeutsch Nowak należał do niemieckiego aparatu terroru działającego na terenie Stalowej Woli i Rozwadowa. Słynął z wyjątkowego okrucieństwa wobec Polaków i Żydów. Za popełnione zbrodnie był poszukiwany przez Armię Krajową. Latem 1943 roku został rozpoznany i schwytany przez żołnierzy placówki AK w Ulanowie, a następnie przekazany do oddziału NOW-AK dowodzonego przez Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”. Po osądzeniu przez Polskie Państwo Podziemne wykonano na nim wyrok śmierci przez powieszenie.

Losy rozwadowskich Żydów

O losach rozwadowskich Żydów opowiada film Dionizego Garbacza wyemitowany w Telewizji Stella TVK w 2014 roku. W filmie występuje śp. Kazimierz Jackowski – brat Marii Jackowskiej, pielęgniarki dra Eugeniusza Łazowskiego – który również był świadkiem tragicznych wydarzeń z 21 lipca 1942 roku.

Pomnik upamiętniający wydarzenia

12 czerwca 2016 roku na rozwadowskim rynku władze miasta odsłoniły pomnik upamiętniający zamordowanych przez Niemców Żydów z Rozwadowa. Pomnik stanął w pobliżu dawnego gabinetu i mieszkania dra Eugeniusza Łazowskiego, skąd obserwował on przebieg tragicznych wydarzeń z 21 lipca 1942 roku.

©Fundacja KEDYW
Pomnik upamiętniający pomordowanych Żydów na rozwadowskim rynku. (fot. MKDAK)

Cześć Ich Pamięci!

MW / MKDAK

Bibliografia: Archiwum Muzeum Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej (w organizacji), Dr Eugeniusz Łazowski „Prywatna Wojna”, relacja Franciszka Wojtyło ps. „Kruk”.

© 2016-2026 MKDAK. Wszelkie Prawa zastrzeżone. Kopiowanie tekstów, zdjęć lub filmów bez zgody zabronione!

aktualizacja 21.7.26

Muzeum Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej (w organizacji)