Oddajmy hołd zapomnianym Bohaterom!

18 maja 2016 roku przypada 72. rocznica likwidacji przez Gestapo rozwadowskiego Kedywu Armii Krajowej niżańsko-stalowowolskiego Obwodu „Niwa”. Zapraszamy wszystkich do Stalowej Woli – Rozwadowa do oddania hołdu razem z nami Bohaterom rozwadowskiego Kedywu! A byli to:


Dowódca i Oficer Dywersji – Stanisław Bełżyński ps. „Kret”

Stanisław Szumielewicz ps. „Kryspin”

Stanisław Korfel ps. „Korski”

Zygmunt Kajzer ps. „Mały”

Czesław Kamiński ps. „Głaz”

oraz łączniczki Armii Krajowej:

Krystyna Skowron ps. „Grażyna”

Zofia Skowron ps. „Joanna”


Dla przypomnienia wydarzeń 18 maja 1944 roku przedstawiamy relację przekazaną przez Czesława Kamińskiego „Głaza” historykowi Dionizemu Garbaczowi. Czesław Kamiński jako jedyny żołnierz Kedywu znajdujący się na „Górce” tego tragicznego dnia zdołał przeżyć wojnę.

Na wstępie krótki zapis z kroniki klasztoru oo. Kapucynów. 72 lata temu pod datą 18 maja 1944 roku kronikarz klasztoru oo. Kapucynów Gerard Rysz napisał:

W nocy jakieś detonacje i strzelanina. Rano + 11 stop. C (cisza- pochmurno, potem słońce i chmury). Robi się coraz więcej niespokojnie, bo znowu na torze kolejowym między Rozwadowem a Stalową Wolą podłożono materiał wybuchowy, na który w nocy ok. 1-ej najechał pociąg towarowy. Już do południa uruchomiono ruch kolejowy. Nad ranem była strzelanina koło stacji kolejowej do jakichś osobników w domu dawnego kina. Są podobno zabici i ranni. Były też jakieś aresztowania(?)

Niemcy wpadli na trop „Górki” przypadkowo szukając Leszka Kamińskiego. 18 maja 1944 r. dwóch gestapowców przyszło o 5 rano do budynku, w którym mieszkał m.in. Kamiński. Spytali gospodarzy o Leszka Kamińskiego. Młoda Janina Kalarusówna zorientowała się o kogo chodzi i odpowiedziała zresztą zgodnie ze stanem faktycznym, że taki tu nie mieszka. Kamiński w dokumentach starostwa nosił imię Czesław i tak był odnotowany w książce meldunkowej. Niemcy poszli sprawdzić stan faktyczny, co potwierdza, że jeszcze nie znali znaczenia swego odkrycia. Dziewczyna natychmiast dała znać Kamińskiemu, że szukają go gestapowcy. Wtedy zaistniała pierwsza szansa spokojnego opuszczenia zagrożonego miejsca. W lokalu Kedywu, oprócz Kamińskiego, znajdowali się wówczas Dowódca i Oficer Dywersji Stanisław Bełżyński ps. „Kret”, Stanisław Korfel ps. „Korski”, Zygmunt Kajzer ps. „Mały” i Stanisław Szumielewicz ps. „Kryspin”. Wkradło się zdenerwowanie; co robić? zabrać czy ukryć granaty, broń, dokumenty?… Po latach Czesław Leszek Kamiński relacjonował:

Co robić? Przede wszystkim ukryć co jest do ukrycia. Przez okno widzę, że dwa domy dalej jakiś ruch, tam mieszkała nauczycielka. Może to jakieś branie zakładników? „Kret” mówi: „Realizujemy nasz plan”. W sali kinowej były wentylatory zakończone metalową ozdobą. I tam była klapa stale zamknięta. Gdyby doszło do wpadki mieliśmy wybić te ozdóbki i tamtędy uciekać. Zaczynamy wybijać, ale idzie nam opornie, nie możemy usunąć tych wszystkich przeklętych ozdóbek. Co robić? Sytuacja bez wyjścia, nie przewidzieliśmy takiej ewentualności. Skryliśmy się więc na strychu, gdzie kto mógł, za belki, w kątach. Ja z granatem zostałem w pokoju. Gestapowcy wrócili, Kalarusówna dostała po twarzy, idą po schodach na górę. Zaczynają atakować drzwi, wreszcie udało się im je wywalić. Widzę jak „Kret” naciska spust pistoletu maszynowego i nic. Cisza. Jeszcze raz i znów nic. Dwaj gestapowcy stoją w drzwiach. Wtedy „Mały” zaczął strzelać. Niemcy zbiegają po schodach ostrzeliwując się z pistoletów. „Korski” strzelał za nimi, ale sam dostał, co prawda lekko, uratował go zwój banknotów w kieszeni na piersi. I nadal niewiemy co robić. Wtedy, gdy Niemcy pobiegli po pomoc mogliśmy spokojnie wyjść, ale nam, to chyba obsesja, zachciało się forsować salę kinową wypełnioną po sufit koszami. Do sali kinowej dostaliśmy się przez balkon, drzwi zamknęły za nami „Słoniątka” (siostry Skowron) i spokojnie wyszły na zewnątrz. Bez trudności oddaliły się od „Górki”. Rozgrzebujemy kosze, wreszcie przebiliśmy się do wolnej przestrzeni i kosze zwaliły się na nas. Ktoś zgubił broń, ktoś latarkę. Jesteśmy wśród koszy, w ciemności. I znów: co robić? Patrzę, a tu prześwituje światło. Okna w sali kinowej miały od zewnątrz drewniane okiennice. Dostaliśmy się do okna, udało się je otworzyć i jeden za drugim stawał i „szczupakiem” skakał do ogrodu. Jesteśmy wszyscy na zewnątrz, został tylko Staszek Szumielewicz „Kryspin”. Ze Staszkiem Korflem „Korskim” i Zygmuntem Kajzerem „Małym” wpadłem w ogrody i udało nam się zbiec. „Kret” zaś uznał; że należy realizować dalszą część planu odwrotu: ucieczka przez stację kolejową, tory i do lasu. W czasie odwrotu zaczął się ostrzeliwać (gestapo zapewniło sobie pomoc bahnschutzów w obławie), udało mu się przesadzić parkan, przebiec tory. I znalazł. się na otwartej przestrzeni, którą dalej ograniczała ściana lasu. Na torach stał transport wojska. Gdy żołnierze zobaczyli uciekającego, użyli broni maszynowej i „Kret” padł. „Kryspin” ostał się w koszach. Gestapo zmusiło pracowników Zakładów oczekujących na pociąg do Stalowej Woli do wybierania z sali kinowej koszyków. Wreszcie dokopano się do okien, na jednym z nich stał Szumielewicz. Mógł zastrzelić gestapowca i uciekać, widać zawahał się. Niemiecki granat był szybszy. „Kryspina” ciężko ranionego w brzuch wsadzono do samochodu i powieziono do Stalowej Woli. Prawdopodobnie zmarł już w drodze”.

Zbiegowie ukrywali się w Charzewicach u „Sybiraka”, na drugi dzień pojechali do Rudnika, skąd po niedługim czasie przerzucono ich za San, do oddziału partyzanckiego Jana Orła „Kmicica”. Kamiński i Korfel w grupie „Kmicica”  włączonej do do zgrupowania Bolesława Usowa ps. „Konar” walczyli na Porytowych Wzgórzach w Lasach Janowskich w czerwcu 1944 roku. Stanisław Korfel ps. „Korski” 21 czerwca 1944 roku zginął w Ulanowie. Zygmunt Kajzer ps. „Mały” zginął zastrzelony w Nisku 8 lipca 1944 roku. Czeslaw Kamiński ps. „Głaz” wojnę przeżył wraz łączniczkami Kedywu zwanymi „Słoniątkami” – Krystyną i Zofią Skowron.

MW

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *